ARCHITEKT TYTUŁ CHRONIONY !!!


Czy tytuł „Architekt” jest pod ochroną? W środowisku projektowym co jakiś czas wybucha gorąca dyskusja: czy zawód architekta jest w Polsce chroniony prawnie, czy może to tylko prestiżowa etykieta? Postanowiłem przyjrzeć się argumentom obu stron i odpowiedź jest jednoznaczna: tytuł ARCHITEKT JEST PRAWNIE CHRONIONY, choć mechanizm tej ochrony wygląda inaczej, niż wielu się wydaje.

Lekarz, adwokat... architekt? Zacznijmy od wyjaśnienia podstawowego nieporozumienia. Czy zawód architekta jest chroniony specjalną, dedykowaną ustawą w taki sam sposób, jak zawód lekarza, adwokata czy radcy prawnego? Odpowiedź brzmi: nie. Nie mamy jednej "ustawy o zawodzie architekta", która w każdym rozdziale przypominałaby o karach za nadużycie tego słowa. Ale to wcale nie oznacza, że panuje samowolka. Tytuł zawodowy to nie tylko prestiż. Ochrona tytułu architekta zaczyna się już na poziomie uczelni. Jest on nadawany jako tytuł zawodowy na dyplomie potwierdzającym ukończenie studiów na odpowiednim wydziale:
  • Po I stopniu: inż. arch.
  • Po II stopniu: mgr inż. arch.

Podobną strukturę widzimy na wydziałach pokrewnych, gdzie absolwenci otrzymują tytuły adekwatne do swojej specjalizacji, takie jak mgr arch. wnętrz (często o profilu artystycznym) czy mgr inż. arch. kraj. Sytuacja ta jest w pełni porównywalna z tytułami zawodowymi w medycynie, gdzie posługujemy się skrótami lek. oraz lek. dent. I tu dochodzimy do sedna sprawy, które wielu umyka. Skoro nikt nie ma wątpliwości, że tytuł magistra (mgr) jest chroniony prawnie, a tytuł inżyniera (inż.) również podlega ścisłym regulacjom, to dlaczego mielibyśmy uważać, że składowa ARCH. nagle traci tę ochronę? Jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się do ochrony "wielkich" zawodów zaufania publicznego, zapominając, że system ochrony tytułów zawodowych w Polsce jest spójną całością. Skoro państwo reguluje, kto może nazwać się inżynierem, to tym bardziej reguluje, kto może posługiwać się tytułem architekta.

Skoro nikt nie ma wątpliwości, że tytuł magistra (mgr) jest chroniony prawnie, a tytuł inżyniera (inż.) również podlega ścisłym regulacjom, to dlaczego mielibyśmy uważać, że człon ARCH. nagle znajduje się w próżni? Ochrona tytułów zawodowych w Polsce nie jest kwestią uznaniową – wynika ona bezpośrednio z Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce [1]. To właśnie te przepisy stanowią fundament: tytuły zawodowe mogą być nadawane wyłącznie przez uprawnione uczelnie, po zaliczeniu konkretnego programu studiów. 
  • Magister to potwierdzenie ukończenia studiów drugiego stopnia lub jednolitych magisterskich.
  • Inżynier to tytuł zarezerwowany dla absolwentów kierunków technicznych, rolniczych lub leśnych.
Każdy dyplom to dokument państwowy, a próba jego "podrobienia" w sferze publicznej spotyka się z konkretną reakcją prawną. Kluczowym narzędziem ochrony jest tutaj art. 61 Kodeksu wykroczeń.[2] To on pełni rolę strażnika rzetelności w przestrzeni publicznej: Kto przywłaszcza sobie stanowisko, tytuł lub stopień albo publicznie używa nienależnego mu odznaczenia, legitymacji, stroju lub munduru, podlega karze grzywny do 1000 złotych albo karze nagany. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś używa skrótu „mgr inż. arch.” na wizytówkach, w mediach społecznościowych czy w stopce mailowej, nie mając za sobą obrony dyplomu, po prostu łamie prawo. Nie jest to tylko niewinne kłamstwo w CV – to wykroczenie, za które grozi realna grzywna. Każdy, kto bezprawnie „dopisuje” sobie te trzy litery przed nazwiskiem, naraża się na odpowiedzialność. Ale jak ta ochrona wygląda na tle naszych sąsiadów? Czy polskie prawo jest w tym zakresie wyjątkowo surowe, czy może raczej liberalne? Spojrzenie poza granice Polski pokazuje, że ochrona tytułów zawodowych to temat rzeka, a każde państwo podchodzi do niego z inną wrażliwością.
  1. Niemcy to europejski lider regulacji arch. Tytuł Inżyniera (Ingenieur) chroniony jest przez Ingenieurgesetz – zbiór ustaw obowiązujących w każdym z 16 krajów związkowych. Bez dyplomu potwierdzającego minimum 6 semestrów studiów technicznych, używanie tego miana jest po prostu karalne. W przypadku Architekta ochrona idzie jeszcze dalej. Sam dyplom (Dipl.-Ing.) to za mało. Aby legalnie nazywać się architektem, trzeba widnieć na liście izby zawodowej (Architektenkammer). Bez tego wpisu nie tylko nie można tak o sobie mówić, ale nie wolno nawet nazwać swojej firmy „biurem architektonicznym” pod rygorem dotkliwych kar finansowych. 
  2. W UK tytuł Architekta jest pilnie strzeżony przez Architects Act 1997. Tylko osoby zarejestrowane w ARB (Architects Registration Board) mogą go używać. Co ciekawe, projektować może niemal każdy, ale tylko wybrani mogą się pod tym podpisać jako „Architect”. Z kolei tytuł Inżyniera (Engineer) nie posiada tam żadnej ochrony – może go użyć zarówno wysokiej klasy specjalista, jak i monter. Branża broni się jednak prestiżowymi tytułami nadawanymi przez organizacje zawodowe, jak Chartered Engineer (CEng), które są chronione przywilejem królewskim (Royal Charter).
  3. Francja: nad Sekwaną tytuł architekta rezerwuje ustawa z 1977 roku (Loi sur l'architecture). Prawo do niego mają wyłącznie osoby z państwowym dyplomem wpisane do Ordre des Architectes – tu nadużycie tytułu uznawane jest za przestępstwo. Francja dba również o elitarność tytułu Ingénieur diplômé, nad którym czuwa specjalna komisja państwowa.
  4. W Polsce oba tytuły – inżyniera i architekta – są chronione wspomnianym wcześniej Art. 61 Kodeksu wykroczeń. Na tle Europy plasuje nas to w strefie ochrony "średniej" – nie jest to ścigane z taką surowością jak we Francji czy Niemczech, ale nie jest też taką wolną amerykanką jak w przypadku brytyjskich inżynierów.
Warto wspomnieć, że Izba Architektów RP (IARP) przez wiele lat czyniła starania o wprowadzenie dodatkowej, jeszcze silniejszej ochrony ustawowej. Droga ta okazała się jednak niezwykle wyboista i pełna legislacyjnych przeszkód. Choć szczegóły tych batalii pozostają domeną prawników, jedno jest pewne: kwestia "domknięcia" ochrony zawodu architekta w Polsce wciąż pozostaje tematem otwartym i budzącym emocje.

Mimo że ochrona tytułu zawodowego ARCH. jest tak samo realna jak w przypadku magistra czy inżyniera, w codziennej praktyce sprawa się komplikuje. Dlaczego? Ponieważ polski system prawny posługuje się kilkoma różnymi klasyfikacjami, które – choć brzmią podobnie – służą zupełnie innym celom. To właśnie tutaj, na styku statystyki, podatków i rynku pracy, powstaje największy chaos informacyjny. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze: 
  • PKD: Polska Klasyfikacja Działalności (PKD 2024) [3] nie jest od definiowania tytułów zawodowych. Jej zadaniem jest określenie profilu biznesu. Z perspektywy PKD nie jest istotne, czy masz dyplom, ale jaki rodzaj usług świadczysz. Znajdziemy tu szerokie kategorie, takie jak: działalność w zakresie architektury, projektowanie budowlane i urbanistyczne, architektoniczne kształtowanie krajobrazu. To tutaj przedsiębiorcy szukają swojego miejsca na rynku, ale PKD nie daje nikomu prawa do używania tytułu „architekt”.
  • PKWiU: Polska Klasyfikacja Wyrobów i Usług (PKWiU 2025) [4] to narzędzie głównie podatkowe i statystyczne. Najnowsze rozporządzenie z grudnia 2025 roku precyzuje, co możemy „sprzedać” klientowi. Definiuje ono m.in.: usługi w zakresie architektury (budowlanej), usługi w zakresie architektury wnętrz, usługi architektonicznego kształtowania krajobrazu, a nawet... ozdoby architektoniczne. Ponownie – PKWiU opisuje usługę, a nie człowieka, który ją wykonuje.
  • Klasyfikacja Zawodów [5]: Największe źródło zamieszania - najwięcej emocji budzi jednak Klasyfikacja zawodów i specjalności na potrzeby rynku pracy (według najnowszego rozporządzenia z października 2025 r.). To tutaj termin „architekt” pojawia się w kontekstach, które mogą przyprawić tradycjonalistów o zawrót głowy. W oficjalnym spisie zawodów znajdziemy obok siebie klasycznych projektantów: Architekt, Architekt wnętrz, Architekt krajobrazu i specjalistów IT: Architekt cyberbezpieczeństwa, Projektant/architekt systemów teleinformatycznych, Architekt stron internetowych oraz nowe specjalizacje: Architekt zieleni wewnątrz budynków czy enigmatyczni „Pozostali architekci”.
Klucz do zrozumienia problemu leży w rozróżnieniu tytułu zawodowego (nabytego na uczelni i chronionego prawem) od nazwy zawodu (używanej przez urzędy statystyczne i pracodawców). To, że w klasyfikacji zawodów istnieje „architekt stron internetowych”, nie oznacza, że taka osoba może wpisać sobie przed nazwiskiem „mgr inż. arch.”. Klasyfikacja ta pozwala jedynie na nazwanie stanowiska pracy w umowie, ale nie nadaje uprawnień budowlanych ani prawa do posługiwania się chronionym skrótem akademickim.

Skąd wziął się ten nagły wysyp „architektów” w tak odległych od siebie branżach jak budownictwo i IT? Aby to zrozumieć, musimy wyjść poza polskie podwórko i przyjrzeć się legislacji unijnej oraz światowej. Głównym winowajcą (a przynajmniej sprawcą całego zamieszania) jest Rozporządzenie Komisji (WE) nr 1022/2009. [6] Akt ten dostosował europejskie statystyki do globalnego standardu ISCO-08 (International Standard Classification of Occupations), opracowanego przez MiędzynarodowąOrganizację Pracy (ILO). ISCO-08 [7] to potężna, czteropoziomowa struktura, która ma za zadanie skatalogować absolutnie wszystkie zawody świata. Jak podaje Międzynarodowa Organizacja Pracy: "Międzynarodowa Standardowa Klasyfikacja Zawodów (ISCO-08) to hierarchiczny system obejmujący wszystkie zawody na świecie. Opracowany w oparciu o globalne doświadczenia ekspertów i agencji, stanowi dziś akceptowany standard dla międzynarodowych statystyk pracy." To właśnie w tym międzynarodowym dokumencie, na potrzeby ujednolicenia danych przesyłanych do Eurostatu, wrzucono do jednego worka pojęcia, które w tradycyjnym ujęciu niewiele mają ze sobą wspólnego. Standard ISCO-08 wprowadził obok siebie takie terminy jak:
  • Building Architects (Architekci budowlani),
  • Landscape Architects (Architekci krajobrazu),
  • Interior Architect (Architekt wnętrz),
  • Website Architect (Architekt stron internetowych).
W ten sposób słowo „architekt” stało się w świecie statystyki pracy terminem uniwersalnym, opisującym pewien poziom kompetencji (projektowanie skomplikowanych struktur), niezależnie od tego, czy tworzywem jest beton, zieleń, czy kod binarny. Polskie ministerstwo, tworząc własną klasyfikację zawodów (KZiS), miało obowiązek dostosować ją do unijnego rozporządzenia. To właśnie dlatego w naszych urzędowych spisach „architekt systemów” sąsiaduje z „architektem budowlanym”. Musimy jednak pamiętać o kluczowej kwestii: standardy statystyczne ISCO nie uchylają ochrony tytułów zawodowych. To, że statystyka unijna potrzebuje wspólnej nazwy dla osób projektujących struktury, nie daje programiście prawa do posługiwania się polskim tytułem zawodowym ARCH., który wciąż pozostaje pod ochroną dyplomu i Kodeksu wykroczeń (w różnych konfiguracjach: mgr inż. arch. lub inż.arch.).

W tym miejscu dochodzimy do sedna nieporozumienia. O ile skróty arch.arch. kraj. czy arch. wnętrz są nierozerwalnie związane z dyplomem ukończenia konkretnego wydziału, o tyle "architekt cyberbezpieczeństwa" czy "architekt www" to w rzeczywistości... architekci z filmu Matrix. To nazwy efektowne, wręcz futurystyczne, ale – co trzeba podkreślić z całą stanowczością – nie są to tytuły zawodowe, lecz nazwy funkcyjne. Pomyślmy o tym logicznie: czy absolwent Politechniki kończy studia z tytułem „architekta budynków”? Oczywiście, że nie. Otrzymuje tytuł zawodowy inż. arch., który podlega ścisłej ochronie prawnej. Tymczasem „architekci IT” takiej ochrony w Polsce nie posiadają. W naszej szerokości geograficznej ich miano jest jedynie oznaczeniem roli w zespole, a nie prawnym stwierdzeniem kwalifikacji zawodowych. Przyjrzyjmy się faktom. Architekt IT (Solution, Software czy Enterprise Architect) to zazwyczaj doświadczony specjalista, który na dyplomie ma wpisane: mgr inż. informatyki. Ochrona prawna tytułu: Brak (jest to stanowisko umowne). Uprawnienia: Brak (liczy się doświadczenie, najczęściej 8–10 lat jako Senior Developer oraz certyfikaty takie jak AWS, iSAQB czy TOGAF). Ewidencja państwowa: W kodach PKD tacy specjaliści widnieją pod numerami 62.01.Z (oprogramowanie) oraz 62.02.Z (doradztwo), a w klasyfikacji zawodów KZiS (kod 251101) odpowiadają zawodowi... Analityk systemów teleinformatycznych. 

Głównym powodem „rozmycia” prestiżu tytułu architekta jest bezrefleksyjne przenoszenie terminologii z języka angielskiego. To klasyczny problem kalki językowej. Warto zwrócić uwagę na subtelną, ale kluczową różnicę w tłumaczeniach: o ile słowo architect tłumaczymy jako architekt, o tyle termin general architect to w języku polskim już generalny projektant (źródło: diki.pl). Idąc tym tropem, wszystkie funkcje z branży IT oraz te zawarte w standardzie ISCO-08, które nie są poparte dyplomem wydziału architektury, w polskim porządku prawnym i językowym powinny być tłumaczone jako PROJEKTANCI. Uznanie tej różnicy pozwoliłoby przywrócić należytą rangę tytułowi zawodowemu ARCH., oddzielając go grubą kreską od potocznych nazw funkcyjnych, które – choć brzmią dumnie – nie mają oparcia w ustawowej ochronie tytułów zawodowych magistra i inżyniera.

W poszukiwaniu ratunku dla powagi zawodu architekta warto sięgnąć po oręż, o którym często zapominamy: Ustawę o języku polskim. Zgodnie z jej zapisami, język polski jest obowiązkowy w obrocie prawnym na terytorium RP, w szczególności w nazewnictwie towarów, usług oraz ofert. Co kluczowe – posługiwanie się wyłącznie obcojęzycznymi określeniami (z wyjątkiem nazw własnych) jest w polskim obrocie prawnym po prostu zakazane. Tymczasem w ostatnich latach staliśmy się świadkami niebezpiecznego zjawiska. Błędne, bezrefleksyjne tłumaczenia dokumentów unijnych na język polski, a w konsekwencji zapisy w rozporządzeniach naszych ministrów, doprowadziły do legislacyjnego chaosu. Efekt? Tytuły zawodowe są systematycznie rozmywane przez tytuły potoczne. Można dziś zadać gorzkie pytanie: jaki jest sens kończenia wieloletnich, wymagających studiów na wydziałach architektury, skoro wypracowany z trudem tytuł jest bezkarnie zawłaszczany przez osoby do tego nieuprawnione? Mimo twardych dowodów na to, że ARCH. jest elementem chronionego tytułu zawodowego, rzeczywistość rynkowa zdaje się ignorować ten fakt. Czas przywrócić właściwe miejsce tytułowi architekta w hierarchii tytułów zawodowych i oddzielić go grubą kreską od nazw potocznych. Czy można naprawić tę sytuację nową ustawą? Tak. Czy można to zrobić w oparciu o już obowiązujące przepisy? Również tak. Kluczowe pytanie brzmi jednak: jak zacząć ten proces? Do jakich instytucji państwowych pukać, by skutecznie nagłośnić ten problem? To z pewnością skomplikowana ścieżka legislacyjna i administracyjna, ale najważniejszy jest pierwszy krok. Osoby legitymujące się dyplomami wydziałów architektury muszą przestać godzić się na status quo i zacząć aktywnie walczyć o swoje prawa. To nie tylko kwestia prestiżu – to kwestia rzetelności polskiego prawa i ochrony wartości Twojego dyplomu.


[1] USTAWA z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce
[2] USTAWA z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń
[3] ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 18 grudnia 2024 r. w sprawie Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD)
[4] Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 17 grudnia 2025 r. w sprawie Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU)
[5] Rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 21 października 2025 r. w sprawie klasyfikacji zawodów i specjalności na potrzeby rynku pracy
[6] ROZPORZĄDZENIE KOMISJI (WE) NR 1022/2009 z dnia 29 października 2009 r. zmieniające rozporządzenia (WE) nr 1738/2005, (WE) nr 698/2006 i (WE) nr 377/2008 w odniesieniu do Międzynarodowego Standardu Klasyfikacji Zawodów (ISCO)
[7] International Standard Classification of Occupations Structure, group definitions and correspondence tables ISCO-08



WYGENEROWANO PRZY UŻYCIU NARZĘDZI AI: TREŚĆ, OBRAZY, ANIMACJE ORAZ DŹWIĘK ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNIE, ZMODYFIKOWANE I/LUB ZMANIPULOWANE.


Popularne posty