TOMASZ GESIAK



TOMASZ GĘSIAK architekt iarp. Jestem architektem z ponad dwudziestoletnim stażem, absolwentem Politechniki Krakowskiej i członkiem Mazowieckiej Okręgowej Izby Architektów RP. Łączę pasję projektowania z głębokim zrozumieniem procesów miejskich i społecznych. Patrzę na architekturę nie tylko przez pryzmat bryły, ale jako na żywy ekosystem stworzony dla ludzi. Tworzę rozwiązania oparte na twardej praktyce, doświadczeniu i realnych potrzebach współczesnych miast.

BIO

Urodzony w Krakowie, zawodowo związany z Warszawą, a mieszkający w Radomiu. Jestem architektem wpisanym na listę członków Mazowieckiej Okręgowej Izby Architektów RP (MOIA) oraz absolwentem Wydziału Architektury i Urbanistyki Politechniki Krakowskiej. Dla mnie architektura to coś więcej niż praca zawodowa – to życiowa pasja, którą płynnie łączę z codzienną praktyką. Moja droga zawodowa obejmuje ponad dwadzieścia lat, począwszy od projektów koncepcyjnych, poprzez realizację i zarządzanie, aż po głębokie zaangażowanie w procesy społeczne i gospodarcze, które kształtują nasze miasta. Dzięki dwudziestoletniemu doświadczeniu patrzę na przestrzeń inaczej: nie tylko jak na zbiór budynków, ale jak na żywy ekosystem tworzony przez społeczności i unikalne cechy ich mieszkańców. Aktywnie angażuję się w inicjatywy użyteczne społecznie, wierząc, że nowoczesna architektura musi odpowiadać na realne ludzkie potrzeby i wyzwania miejskie. Jeśli interesują Cię moje bieżące projekty, chcesz podjąć współpracę w zakresie architektury i urbanistyki lub podzielić się wizją zmieniania naszych miast, śmiało skontaktuj się ze mną. Preferowany kontakt przez social media.

FACEBOOK    TWITTER    INSTAGRAM   YOUTUBE   PORTFOLIO

Cz.2 PLAN OGÓLNY RADOM

MAPA PROJEKT PLANU OGÓLNEGO MIASTA RADOM
- MPU RADOM 2025 - DOMENA PUBLICZNA VOXLY.PL
Linia Czerwona - granica miasta;
linia czarna - projektowany Obszar Zabudowy Środmiejskieh
wg projektu Planu Ogólnego 2025;
linia pomarańczowa - granica XIX Śrómdmieścia Miasta Radom 
(modyfikacja orginalego podkładu)
 

Analiza krytyczna projektu Planu Ogólnego i koncepcji „Dzielnicy Dworcowej” w Radomiu

Aktualne działania planistyczne w Radomiu budzą uzasadniony niepokój mieszkańców, czego bezpośrednim powodem stał się projekt uchwały Rady Miejskiej w sprawie przystąpienia do sporządzenia Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego dla Dzielnicy Dworcowej. Procedowanie tego dokumentu w sześciu etapach, bez wcześniejszych zapowiedzi oraz bez udostępnienia opinii publicznej rzetelnych analiz czy kompleksowego Master Planu, stanowi jaskrawy przykład braku spójnej wizji rozwoju tego strategicznego obszaru. Mimo licznych wątpliwości zgłaszanych przez stronę społeczną, dotyczących m.in. błędnego nazewnictwa oraz ryzyka rozciągnięcia prac planistycznych na kolejne lata, sugestie dotyczące zmiany kształtu uchwały zostały całkowicie pominięte.

Szczególną uwagę należy zwrócić na kontekst czasowy konsultacji projektu Planu Ogólnego Miasta Radomia. Wyznaczenie ich terminu na okres ferii zimowych stanowi czytelny sygnał dla społeczeństwa, ograniczający realny udział mieszkańców w debacie nad najważniejszym dokumentem przestrzennym gminy. Co więcej, analiza dotychczasowych konsultacji Strategii Rozwoju Miasta wskazuje na ignorowanie merytorycznych uwag – w tym tak podstawowych kwestii jak aktualizacja danych demograficznych. Co rodzi, nie rozwiane do dzisiaj przypuszczenie, że projekt Planu Ogólnego wyprzedził założenia samej Strategii, co narusza logiczną hierarchię planowania i stawia pod znakiem zapytania spójność miejskiej polityki rozwoju.

Najpoważniejszym zagrożeniem, które wyłania się z analizy projektu Planu Ogólnego, jest jednak nieuzasadnione rozszerzenie Obszaru Zabudowy Śródmiejskiej. W mieście o populacji poniżej 200 tysięcy mieszkańców, zmagającym się z tendencjami depopulacyjnymi, projektowanie rozproszenia funkcji centralnych jest błędem o skutkach odczuwalnych przez dziesięciolecia. Sztuczne powiększanie definicji śródmieścia prowadzi do degradacji historycznego centrum, rozproszenia kapitału inwestycyjnego oraz drastycznego wzrostu kosztów utrzymania infrastruktury. Zamiast dążyć do modelu miasta zwartego i efektywnego ekonomicznie, proponowane zmiany promują chaos przestrzenny, który w perspektywie długofalowej osłabi potencjał Radomia i obniży jakość życia jego mieszkańców.

Nowe „Śródmieścia” Radomia: Analiza dezintegracji tkanki miejskiej
Kwestia zasięgu radomskiego śródmieścia została przedefiniowana (powiększona) już w obowiązującym Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego. Dokument ten określa śródmieście jako obszar zamknięty w granicach wewnętrznej obwodnicy opartej na liniach kolejowych. W ramach tej struktury ujęto zarówno historyczną, XIX-wieczną tkankę miejską, jak i PRL-owskie Osiedle XV-lecia, co razem nie-tworzy funkcjonalnego serca miasta. Co istotne, dotychczasowe ramy planistyczne celowo ograniczały nadmierne dogęszczanie zabudowy mieszkaniowej w tym rejonie, dbając o jakość przestrzeni publicznej. W nowym podejściu doszło jednak do kontrowersyjnego i sztucznego rozdzielenia pojęcia „Śródmieścia” od „Zabudowy Śródmiejskiej”, które w zdrowej strukturze miejskiej powinny stanowić nierozerwalny monolit.

Największe kontrowersje budzi jednak projektowany w Planie Ogólnym Obszar Zabudowy Śródmiejskiej. Zamiast zwartego centrum, otrzymujemy strukturę przypominającą „ser szwajcarski”, w której faktyczne śródmieście jest pełne luk, a funkcje centralne zostają przeniesione na tzw. satelity śródmiejskie. Są to wyznaczone nowe centra usług, często niemal całkowicie pozbawione funkcji mieszkalnych (jak w przypadku osiedla Ustronie). Dochodzi do sytuacji kuriozalnych, w których obszary klasyfikowane jako zabudowa śródmiejska pojawiają się na południowych obrzeżach miasta, lokalizacyjnie bliżej Trablic niż rzeczywistego centrum Radomia. Taka decentralizacja w mieście o skali Radomia jest zaprzeczeniem zasad zrównoważonego rozwoju.

Proponowana wizja stoi w wyraźnej sprzeczności nie tylko ze zdrowym rozsądkiem i polską tradycją urbanistyczną, ale przede wszystkim z definicjami ustawowymi. Zgodnie z przepisami prawa i rozporządzeniami, śródmieście to obszar o najwyższym stopniu koncentracji usług i intensywności zabudowy, stanowiący centrum ogólnomiejskie. Tymczasem radomski projekt Planu Ogólnego zdaje się ignorować te wytyczne, tworząc sztuczne byty planistyczne bez realnego uzasadnienia funkcjonalnego. Skala tych rozbieżności wskazuje na pilną potrzebę ponownego przemyślenia koncepcji rozwoju miasta, tym razem w oparciu o prawdziwą partycypację społeczną i rzetelną wiedzę urbanistyczną, zamiast doraźnych decyzji.

-------------------------------------------------------
DEFINICJE

Ustawa Planowanie i Zagospodarowania Przestrzenne [1]
Art. 2. Ilekroć w ustawie jest mowa o: Pkt. 23) „obszarze zabudowy śródmiejskiej” — należy przez to rozumieć położony w mieście obszar zwartej, intensywnej zabudowy mieszkaniowej i usługowej

Warunki techniczne (...) budynki i ich usytuowanie [2]
§ 3. Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o: pkt.1) zabudowie śródmiejskiej - należy przez to rozumieć zgrupowanie intensywnej zabudowy na obszarze śródmieścia, określonej w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, a w przypadku braku planu miejscowego w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy
-------------------------------------------------------

Radom na tle innych ośrodków: Analiza porównawcza modeli śródmiejskich
Analiza porównawcza miast o zbliżonym potencjale demograficznym prowadzi do wniosku, że koncepcja „satelitarnego śródmieścia” jest rozwiązaniem unikalnym w skali kraju, realizowanym niemal wyłącznie w Radomiu. Trudno zaakceptować ten urbanistyczny eksperyment, szczególnie w obliczu osłabionej lub wręcz fasadowej partycypacji społecznej. Miasta takie jak Kielce (180 tys.), Gliwice (171 tys.), Olsztyn (170 tys.), Częstochowa (200 tys.) czy Zielona Góra (140 tys.) opierają swój rozwój na zwartych, historycznie ukształtowanych obszarach zabudowy śródmiejskiej. Wyjątkiem jest Toruń (170 tys.), który posiada jeden obszar satelitarny, co jest jednak naturalną konsekwencją rozwoju średniowiecznego i współczesnego miasta po obu stronach Wisły. Z kolei w projekcie Planu Ogólnego Bielska-Białej (165 tys.) odnajdujemy śródmieście fragmentaryczne, ale pozbawione sztucznie kreowanych satelitów.

Brak analogicznych trendów w miastach średniej wielkości skłania do analizy największych polskich metropolii (powyżej 500 tys. mieszkańców). Nawet w tym przypadku Radom wypada specyficznie. Warszawa posiada wprawdzie rozciągnięte śródmieście z kilkoma obszarami satelitarnymi, jednak ich liczba w stosunku do skali miasta jest relatywnie mniejsza niż w projekcie radomskim. Wrocław (ok. 632 tys.) konsekwentnie utrzymuje zwarte śródmieście z systemem klinów zieleni, a Poznań (ok. 554 tys.) prezentuje strukturę fragmentaryczną, lecz bez wyznaczania odległych satelitów.

Szukając punktów odniesienia w grupie miast liczących 300 - 500 tysięcy mieszkańców, pewne podobieństwa do radomskiego projektu można odnaleźć jedynie w Gdańsku, gdzie występuje struktura fragmentaryczna z satelitami. Należy jednak podkreślić, że uwarunkowania geograficzne i historyczne obu miast są diametralnie różne. Model rozwoju Gdańska jest determinowany przez linię brzegową Zatoki Gdańskiej oraz ścisłą symbiozę w ramach aglomeracji Trójmiasta, co wymusza linearny, a nie koncentryczny układ urbanistyczny. Przenoszenie wzorców z portowej metropolii na grunt Radomia – miasta o zupełnie innej morfologii i dynamice – wydaje się metodą pozbawioną merytorycznego uzasadnienia i ignorującą lokalną specyfikę.

OPRACOWANIE MPU RADOM 2021 - WARIANTOWA PROGNOZA
DEMOGRAFICZNA RADOMIA NA POTRZEBY STUDIUM UWARUNKOWAŃ
I KIERUNKÓW ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO - SZACOWANA
LICZBA LUDNOŚCI W LATACH 2018-2050 W RADOMIU WEDŁUG SZEŚCIU
WARIANTÓW - DOMENA PUBLICZNA: MPU.RADOM.PL

Śródmieście policentryczne i jego konsekwencje dla przyszłości Radomia
Radom od dwóch dekad zmaga się z systematycznym spadkiem liczby mieszkańców. Przyczyny tego zjawiska są złożone: od migracji zarobkowych, przez wyjazdy młodych ludzi na studia, aż po najsilniejszy trend – suburbanizację, czyli ucieczkę mieszkańców do gmin ościennych. Motywacją do przeprowadzki poza granice miasta jest nie tylko niższa cena metra kwadratowego nieruchomości czy chęć posiadania domu jednorodzinnego (co przy odpowiedniej polityce przestrzennej byłoby możliwe do zrealizowania w zewnętrznych dzielnicach Radomia), ale przede wszystkim poczucie realnego wpływu na rozwój lokalnej wspólnoty. W gminach ościennych mieszkańcy czują się podmiotem decyzji, podczas gdy w Radomiu partycypacja społeczna stała się procesem fasadowym. Przywrócenie autentycznego dialogu z mieszkańcami jest kluczowym narzędziem, które mogłoby powstrzymać dalszy odpływ kapitału ludzkiego. Analizy demograficzne przygotowane przez Miejską Pracownię Urbanistyczną na potrzeby polityki przestrzennej kreśliły trzy scenariusze: rozwój do poziomu 300 tys. mieszkańców, stagnację na poziomie 200 tys. oraz pesymistyczny wariant zakładający spadek do 100 tys. w dłuższej perspektywie. Dane z lat 2018–2025 potwierdzają, że to właśnie scenariusz pesymistyczny najlepiej oddaje rzeczywistość. Jeśli te trendy się utrzymają, w 2050 roku populacja Radomia spadnie do poziomu 150 tysięcy. W obliczu tak drastycznego kurczenia się miasta, koncepcja śródmieścia policentrycznego jest założeniem fundamentalnie błędnym. Zamiast konsolidować usługi i mieszkalnictwo w historycznych granicach miasta (z 1916 roku), model satelitarny doprowadzi do powstania 4–6 odizolowanych „miasteczek” rozproszonych na zbyt dużym obszarze. Taka dezintegracja tkanki miejskiej jedynie przyspieszy proces wyludniania: z poziomu 150 tys. w 2050 roku możemy błyskawicznie spaść do 100 tys. zaledwie dekadę później. 

Czy taki jest cel planowania przestrzennego? „Rozwodnienie” funkcji miejskich na nadmiarowym obszarze nie tylko pogłębi degradację istniejącej zabudowy, ale przede wszystkim wygeneruje olbrzymi wzrost kosztów infrastruktury technicznej w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Obciążenie budżetu miasta przełoży się bezpośrednio na budżety domowe radomian (poprzez podatki i opłaty), co stanie się kolejnym impulsem do ucieczki do powiatu. Projektowane „satelitarne śródmieście” może w ten sposób wywołać efekt „czarnej dziury” – totalnej zapaści miejskiej w samym sercu dynamicznie rozwijającego się Powiatu Radomskiego. To bolesny paradoks, który wymaga natychmiastowej rewizji założeń planistycznych. Analizując współczesne trendy urbanistyczne, należy z całą stanowczością podkreślić, że model policentrycznego śródmieścia jest rozwiązaniem dedykowanym metropoliom powyżej 500 tysięcy mieszkańców. Może być on rozważany również w ośrodkach liczących powyżej 300 tysięcy osób, ale wyłącznie pod warunkiem posiadania realnej perspektywy szybkiego wzrostu demograficznego w stronę pół miliona obywateli. W przypadku Radomia – miasta, które już teraz znajduje się poniżej progu 200 tysięcy mieszkańców i mierzy się z tendencją spadkową – kopiowanie rozwiązań metropolitalnych jest błędem strategicznym. Próba implementacji policentryzmu w średniej wielkości, kurczącym się ośrodku, nie przyniesie efektu "nowoczesnej metropolii". Zamiast tego doprowadzi do rozmycia funkcji miejskich i osłabienia ich siły przyciągania. Dla miasta o skali Radomia jedyną drogą do utrzymania żywotności ekonomicznej i społecznej jest konsolidacja wokół jednego, silnego i gęstego centrum, a nie jego sztuczne rozczłonkowywanie na peryferyjne satelity.

-------------------------------------------------------
Warunki techniczne (...) budynki i ich usytuowanie [2]
§ 3. Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o: pkt.1) zabudowie śródmiejskiej - należy przez to rozumieć zgrupowanie intensywnej zabudowy na obszarze śródmieścia, określonej w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, a w przypadku braku planu miejscowego w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy;
...
§  13.  [Naturalne oświetlenie pomieszczeń] Ust.1. Odległość budynku z pomieszczeniami przeznaczonymi na pobyt ludzi od innych obiektów powinna umożliwiać naturalne oświetlenie tych pomieszczeń - co uznaje się za spełnione, jeżeli: 
Pkt. 1) między ramionami kąta 60°, wyznaczonego w płaszczyźnie poziomej, z wierzchołkiem usytuowanym w wewnętrznym licu ściany na osi okna pomieszczenia przesłanianego, nie znajduje się przesłaniająca część tego samego budynku lub inny obiekt przesłaniający w odległości mniejszej niż:
a) wysokość przesłaniania - dla obiektów przesłaniających o wysokości do 35 m,
b) 35 m - dla obiektów przesłaniających o wysokości ponad 35 m,
...
4. Odległości, o których mowa w ust. 1 pkt 1, mogą być zmniejszone nie więcej niż o połowę w zabudowie śródmiejskiej.
...
§  60.  [Minimalny czas nasłonecznienia pomieszczeń]
1. Pomieszczenia przeznaczone do zbiorowego przebywania dzieci w żłobku, klubie dziecięcym, przedszkolu, innych formach opieki przedszkolnej oraz szkole, z wyjątkiem pracowni chemicznej, fizycznej i plastycznej, powinny mieć zapewniony czas nasłonecznienia wynoszący co najmniej 3 godziny w dniach równonocy w godzinach 8:00-16:00, natomiast pokoje mieszkalne - w godzinach 7:00-17:00.
2. W mieszkaniach wielopokojowych wymagania ust. 1 powinny być spełnione przynajmniej dla jednego pokoju.
3. W przypadku budynków zlokalizowanych w zabudowie śródmiejskiej dopuszcza się ograniczenie wymaganego czasu nasłonecznienia, określonego w ust. 1, do 1,5 godziny, a w odniesieniu do mieszkania jednopokojowego w takiej zabudowie nie określa się wymaganego czasu nasłonecznienia.
-------------------------------------------------------

PLAMA ŻÓŁTA - REALNE ŚRÓDMIEŚCIE M.RADOM
LINIE - GRANICE ŚRÓDMIEŚCIA w LATACH wg
RÓŻNYCH OPRACOWAŃ PLANISTYCZYCH M.RADOM
PODKŁAD MAPA AI z GOOGLE MAPS i OPENSTREETMAP


Podsumowanie i wnioski: Uwagi do projektu Planu Ogólnego Miasta Radomia ...
Biorąc pod uwagę przedstawioną analizę oraz ryzyka wynikające z proponowanych rozwiązań przestrzennych, kluczowe jest wprowadzenie następujących korekt w projekcie Planu Ogólnego, aby uchronić Radom przed postępującą dezintegracją tkanki miejskiej:
  • Precyzyjna definicja stref planistycznych: Niezbędne jest jednoznaczne i poprawne zdefiniowanie pojęć: Śródmieścia, Dzielnicy Dworcowej oraz Centrum Miasta. Podział ten musi opierać się na faktycznych funkcjach terenów, a nie na doraźnym nazewnictwie, które wprowadza chaos pojęciowy i decyzyjny.
  • Odejście od modelu satelitarnego: Należy zrezygnować z koncepcji „satelitów śródmiejskich”, które sztucznie rozpraszają potencjał miasta. Wyznaczenie Obszaru Śródmiejskiego powinno nastąpić w oparciu o realne, historyczne i funkcjonalne serce Radomia, co pozwoli na koncentrację inwestycji w miejscach tego wymagających.
  • Dostosowanie Obszaru Zabudowy Śródmiejskiej do stanu faktycznego: Wyznaczenie stref zabudowy śródmiejskiej musi bazować na istniejącym zagospodarowaniu terenu, uwzględniając realne skupiska usług oraz intensywnego mieszkalnictwa. Projektowanie „śródmieścia” na terenach peryferyjnych jest sprzeczne z zasadą rentowności infrastruktury.
  • Przyjęcie centrycznego modelu rozwoju: W obliczu postępującego trendu depopulacji (spadek liczby mieszkańców poniżej 200 tysięcy), jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest model miasta zwartego (centrycznego). Skupienie aktywności wewnątrz istniejącej struktury miejskiej pozwoli na optymalizację kosztów utrzymania miasta, poprawę jakości transportu publicznego i ochronę tożsamości urbanistycznej Radomia.
Dalsze procedowanie dokumentu w obecnym kształcie grozi utrwaleniem dysfunkcyjnego układu przestrzennego, który przez najbliższe dziesięciolecia będzie obciążeniem ekonomicznym i społecznym dla mieszkańców. Radom potrzebuje planowania opartego na rzeczywistości demograficznej i sprawdzonych wzorcach urbanistycznych, a nie na ryzykownych eksperymentach przestrzennych. Należy również zwrócić uwagę na istotny aspekt formalny, który może stać się naturalnym impulsem do naprawy obecnych błędów. Być może najlepszy moment na wprowadzenie niezbędnych korekt nastąpi tuż po uchwaleniu Planu Ogólnego. Z uwagi na rozszerzenie granic administracyjnych Radomia, które weszło w życie 1 stycznia 2026 roku, dokument ten w momencie przyjęcia stanie się de facto nieaktualny w zakresie zasięgu terytorialnego gminy. Ta formalna konieczność aktualizacji otwiera unikalną szansę na systemowe zredefiniowanie założeń planu, naprawienie niefortunnych zapisów o rozproszonym śródmieściu i przywrócenie miastu spójnej, centrycznej wizji rozwoju, opartej na nowych realiach przestrzennych.




BIBLIOGRAFIA:
[1] USTAWA z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym 
[2] ROZPORZĄDZENIE MINISTRA INFRASTRUKTURY 1 z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie
[3] REJESTRPLANOWOGOLNYCH.PL


WYGENEROWANE PRZY POMOCY NARZĘDZI AI: TREŚCI, OBRAZY, ANIMACJE i DŹWIĘKI ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNE, ZMODYFIKOWANE LUB/I ZMANIPULOWANE

RADOM Bus Dworzec


MIASTO RADOM: Dzielnica Dworcowa i widmo urbanistycznego chaosu !
Zgodnie z przewidywaniami, najgorsze scenariusze dotyczące bezładu przestrzennego za publiczne pieniądze stają się faktem. Doniesienia prasowe potwierdzają obawy, które dotąd zbywano jako "teorie spiskowe".

Tekst jest komentarzem do koncepcji prac przedstawionych ostatnio w lokalnych mediach przez urzędników radomskiego magistratu. Mieszkańcy najpierw są zaskakiwani podjęciem prac nad Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego dla Dzielnicy Dworcowej w Radomiu.  Aby zaraz po tym otrzymać informację o przygotowaniu koncepcji Bus Dworca przez Miejską Pracownię Urbanistyczną w Radomiu - jednostkę samorządu Miasta Radom. Mimo apelu lokalnych architektów prace urzędu idą dalej - bez refleksji.

1. Ambicje na miarę budki z p*wem
Sama nazewnictwo stosowane przez radomskich urzędników – „dzielnica przydworcowa” zamiast reprezentacyjnej Dzielnicy Dworcowej – najlepiej oddaje poziom ambicji magistratu. Zamiast nowoczesnego wizytówki miasta w jego najważniejszym punkcie, otrzymujemy mentalność inwestycyjną ograniczoną do poziomu infrastruktury tymczasowej.

2. Architektoniczny dysonans: 60 metrów w sąsiedztwie kamienic
Projekt Planu Ogólnego wprowadza drastyczne dysproporcje w skali zabudowy. Dopuszczenie wysokości do 60 metrów (ok. 20 pięter) w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącej tkanki miejskiej o wysokości 18–25 metrów (5 kondygnacji) to prosta droga do zniszczenia ładu przestrzennego i sylwety centrum miasta.

3. MPZP pocięty na kawałki – iluzja kontynuacji
Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego dla tego obszaru został rozbity na 6 etapów, przy czym sam zakres terytorialny budzi poważne zastrzeżenia. Przy obecnym tempie zmian legislacyjnych – gdzie Prawo budowlane i Ustawa o planowaniu zmieniają się niemal co miesiąc – wiara w zachowanie spójności projektu przez trzy kadencje samorządu jest skrajną naiwnością. To przepis na urbanistyczny patchwork, a nie przemyślane miasto.

4. "Bus Dworzec" czyli zasłona dymna
Wszystko wskazuje na to, że skomplikowane procedury planistyczne to jedynie zasłona dymna dla budowy kilku przystanków autobusowych. Po ubiegłorocznych kontrowersyjnych roszczeniach terytorialnych Radomia wobec ościennych gmin, teraz funduje się nam "rehabilitację" kosztem centrum miasta dla obsługi komunikacji podmiejskiej? Czy każde działanie radomskich decydentów musi kończyć się degradacją przestrzeni? Czy to specyfika lokalnego "niedasizmu", ignorancja, czy po prostu brak elementarnych umiejętności zarządzania miastem? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Państwa refleksji.

5. Strategia "na oko" i budżetowanie bez analiz
W Radomiu rzetelne analizy ekonomiczne i urbanistyczne wydają się zbędnym luksusem. Zamiast twardych danych, mamy polityczne wskazywanie palcem: tu powstanie jezioro, tam bus-dworzec, a obok parking czy wysokościowiec. Czy tak wygląda odpowiedzialne podejmowanie decyzji, które zdeterminują życie przyszłych pokoleń? To raczej oddawanie "brzytwy w ręce małpy" – osób, których jedynym doświadczeniem zawodowym jest administracja.

6. Architektura bez uprawnień – operacja bez chirurga?
Standardem w Polsce i na świecie jest powierzanie kluczowych dzielnic uznanym biurom projektowym lub "gwiazdom" architektury. W Radomiu panuje inna logika: projekty oddaje się w ręce ludzi bez stosownych uprawnień zawodowych. Czy włodarze miasta poddaliby się operacji u lekarza bez specjalizacji? Albo powierzyli sprawę prawnikowi bez aplikacji? W Radomiu w kwestii architektury takich dylematów nie ma – wystarczy przegląd katalogów domów jednorodzinnych zamiast lat praktyki i zdanych egzaminów. To radosna twórczość w stylu "dzikiego wschodu".

7. Głos profesjonalisty: Trudna akceptacja bylejakości
Jako architekt, który zdobywał doświadczenie w największych i najbardziej renomowanych pracowniach w Polsce, a obecnie jako mieszkaniec Radomia, nie mogę przejść obok tego obojętnie. Trudno zaakceptować fakt, że najważniejsze przestrzenie mojego miasta projektują osoby definiowane współcześnie jako "partacze - rzemieślnicy poza cechem w średniowieczu" – absolwenci bez uprawnień, de facto świadczący usługi projektowe w tak wrażliwym obszarze.

8. Radom na tle standardów (Zestawienie)
Aby zrozumieć skalę problemu, wystarczy spojrzeć, kto projektuje dworce i dzielnice przydworcowe w innych miastach:
  • Liège (Guillemins) - Santiago Calatrava Światowa ikona architektury (Zurych, NY, Paryż)
  • Warszawa - The Jerde Partnership Biuro globalne (LA, Hongkong, Szanghaj)
  • Lublin - (Dworzec/Dzielnica) Tremend / Stelmach i Partnerzy Zespoły liczące po kilkadziesiąt osób + branżyści
  • RADOM - Miejska Pracownia Urbanistyczna (MPU) Brak architektów z uprawnieniami i doświadczenia

9. Fasadowa partycypacja i infrastrukturalna zapaść
Mimo licznych apeli ze strony mieszkańców, stowarzyszeń oraz środowisk branżowych, władze miasta wykazują się skrajną ignorancją. Konsultacje społeczne stały się jedynie fasadą, za którą kryje się brak realnego dialogu. Efektem tej polityki jest postępujący paraliż infrastruktury technicznej Radomia, co widać w kluczowych obszarach:
  • Gospodarka odpadami: Kryzys wokół składowiska śmieci, protesty mieszkańców i haniebny brak podstawowej sieci wodociągowej w sąsiedztwie wysypiska.
  • Gospodarka wodna: Wadliwa kanalizacja deszczowa, skutkująca regularnymi podtopieniami radomskich osiedli przy każdym większym opadzie.
  • Energetyka: Miejski system ciepłowniczy oparty w 0% na OZE, co w dobie transformacji energetycznej jest przepisem na drastyczne podwyżki i katastrofę ekologiczną.

10. Monopol: Uderzenie w sektor prywatny i budżet miasta
Sektor publiczny w Radomiu nie tylko ignoruje standardy, ale de facto uderza w sektor prywatny. Zlecając kluczowe opracowania i koncepcje zespołom z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej (MPU) – które nie posiadają wymaganych uprawnień, wiedzy ani doświadczenia (przypuszczenie autora do dnia publikacji tego artykułu, nie rozwiane) – miasto doprowadza do niebezpiecznego monopolu. Takie działanie to:
  • Złamanie dobrych praktyk ustawowych: realizacja projektów przez osoby bez uprawnień zawodowych.
  • Niszczenie tkanki miejskiej: projektowanie "palcem na mapie" przez wskazanych urzędników, zamiast rzetelnej pracy biur projektowych.
  • Drenaż przyszłych budżetów: naprawianie błędów wynikających z dzisiejszego braku profesjonalizmu będzie kosztować podatników miliony złotych w nadchodzących dekadach.

11. Apel: Standardy a etyka zawodowa
Zwracam się z bezpośrednim apelem do pracowników Miejskiej Pracowni Urbanistycznej: doświadczenie zawodowe i szlify projektowe należy zdobywać w renomowanych biurach architektonicznych lub przy mniej newralgicznych projektach peryferyjnych, a nie na „żywym organizmie” w sąsiedztwie historycznego Śródmieścia. Przypominam również o fundamentalnej zasadzie etyki i prawa: podejmowanie prac projektowych bez stosownych uprawnień budowlanych jest działaniem niedopuszczalnym. Urbanistyka to nie tylko rysowanie kresek na mapie, to odpowiedzialność zawodowa  za kształtowanie przestrzeni życia tysięcy ludzi.

12. Brak kompetencji w zakresie budownictwa wysokiego
Mógłbym punktować kolejne uchybienia ale to zakres osób, organów oraz instytucji do tego powołanych. Stawiam publiczne pytanie, które postawiłem w środowisku architektów,  na które zapewne nie uzyskam odpowiedzi: czy w strukturach MPU znajduje się choć jeden architekt z uprawnieniami, który ma w swoim dorobku projektowym budynki wysokie (W) lub wysokościowe (WW)? Dopuszczenie w Planie Ogólnym zabudowy o wysokości 20 pięter (60 metrów) na ogromnych obszarach miasta wymaga wiedzy o tym, jak gigantyczną deformację infrastruktury (komunikacyjnej, społecznej, technicznej) powoduje choćby jedna taka realizacja. Projektowanie takich parametrów „na ślepo”, bez doświadczenia w tej skali, to prosta droga do urbanistycznej ale i infrastrukturalnej katastrofy.

PODSUMOWUJĄC
Obecne działania władz Radomia w zakresie kształtowania Dzielnicy Dworcowej oraz założeń Planu Ogólnego stanowią jaskrawy przykład urbanistycznego bezładu realizowanego za publiczne pieniądze. Zamiast nowoczesnej, reprezentacyjnej wizytówki miasta, otrzymujemy projekt o ambicjach ograniczonych do poziomu „przydworcowej budki z p*wem”, gdzie kluczowe decyzje o dopuszczeniu zabudowy do 60 metrów wysokości zapadają bez rzetelnych analiz wpływu na infrastrukturę i istniejącą tkankę historyczną. Cały proces planistyczny, pocięty na niespójne etapy, sprawia wrażenie zasłony dymnej dla prymitywnych rozwiązań komunikacyjnych, które mają jedynie zatuszować brak kompetencji i wizji rozwoju Dzielnicy Dworcowej. Szczególny niepokój budzi fakt, że za strategiczne dla pokoleń projekty odpowiada Miejska Pracownia Urbanistyczna, w której – według dostępnych informacji – brakuje architektów z odpowiednimi uprawnieniami projektowymi oraz doświadczeniem w zakresie podejmowanych koncepcji. Jest to sytuacja niedopuszczalna, przypominająca powierzenie operacji chirurgicznej osobie bez specjalizacji, co w zderzeniu ze standardami takich miast jak Lublin czy Warszawa, gdzie za projektami stoją uznane biura architektoniczne, spycha Radom do roli „dzikiego wschodu” urbanistyki. Ignorowanie głosów środowisk branżowych oraz zastępowanie realnej partycypacji społecznej fasadowymi działaniami doprowadziło już do kryzysu infrastrukturalnego, od braku OZE w miejskim ciepłownictwie po permanentne podtopienia osiedli. Sektor publiczny, monopolizując usługi projektowe rękami urzędników zamiast ekspertów, nie tylko niszczy lokalną tkankę miejską, ale i realnie okrada przyszłe budżety miasta, które będą musiały finansować naprawę dzisiejszych błędów.


WYGENEROWANE PRZY POMOCY NARZĘDZI AI: TREŚCI, OBRAZY, ANIMACJE i DŹWIĘKI ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNE, ZMODYFIKOWANE LUB/I ZMANIPULOWANE
 

Cz.1 PLAN OGÓLNY RADOM


Plan Ogólny Miasta Radom to kluczowy dokument planistyczny, który jako akt prawa miejscowego określi przeznaczenie terenów, parametry zabudowy oraz obszary wyłączone z inwestowania. W hierarchii dokumentów stoi on wyżej niż plany miejscowe oraz decyzje o warunkach zabudowy, stanowiąc fundament największej reformy planistycznej w Polsce od lat. Choć sztywne regulacje tego typu przywołują skojarzenia z okresem PRL, polska tradycja planów regulacyjnych sięga znacznie głębiej – do epoki rozbiorów i II Rzeczypospolitej. W przeciwieństwie do Strategii Miasta, która jest jedynie zapisem polityki rozwoju, Plan Ogólny staje się twardym prawem, niosącym ze sobą wieloletnie konsekwencje, takie jak choćby kontrowersyjne dopuszczenie 60-metrowej zabudowy w centrum miasta. Mimo rangi tego dokumentu, procedura partycypacji społecznej w Radomiu została ograniczona do ustawowego minimum, co w zestawieniu z innymi polskimi metropoliami wypada wysoce niekorzystnie. Podczas gdy Warszawa wydłużyła czas na składanie wniosków do trzech miesięcy, a Toruń, Gdynia i Częstochowa postawiły na mobilne punkty w galeriach handlowych, dyżury „przy kawie” oraz zaawansowane makiety 3D, Radom poprzestał na 28-dniowym terminie. Co szczególnie istotne, połowa tego czasu przypadła na okres ferii zimowych w województwie mazowieckim. Takie ramy czasowe, nałożone na najważniejszy po uchwale budżetowej akt prawny, trudno uznać za próbę realnego włączenia mieszkańców w proces decyzyjny. Brak szerokiej kampanii informacyjnej i nowoczesnych narzędzi, które z powodzeniem wdrożono w innych miastach, sprawia, że radomska partycypacja jawi się jako biurokratyczny obowiązek, a nie autentyczny dialog. Skutki dzisiejszych, pośpiesznie procedowanych zapisów będą odczuwalne przez pokolenia, podczas gdy szansa na wypracowanie społecznego konsensusu została w dużej mierze zaprzepaszczona przez nieefektywny model konsultacji.

RADOM
Proces partycypacji społecznej przy tworzeniu Planu Ogólnego Radomia oparł się na 28-dniowym terminie składania uwag, co stanowi absolutne minimum przewidziane przez prawo. W tym czasie zorganizowano dwa spotkania z projektantami oraz dyżury eksperckie, które jednak – według dostępnych informacji – odbywały się w zbliżonych terminach, co mogło ograniczać realną dostępność twórców planu dla mieszkańców. Choć miasto wprowadziło nowoczesny akcent w postaci dostępu do serwisu GIS z konsultowanym dokumentem, zabrakło szerszej kampanii edukacyjnej na temat obsługi plików GML (np. poprzez przeglądarkę GOV.PL), co dla przeciętnego użytkownika mogło stanowić barierę techniczną nie do przeskoczenia. Największym deficytem radomskich konsultacji okazał się jednak brak modeli 3D lub makiet cyfrowych. W obliczu dopuszczenia w centrum miasta zabudowy o wysokości sięgającej nawet 60 metrów, brak wizualizacji przestrzennych uniemożliwił mieszkańcom realną ocenę przyszłych gabarytów i wpływu nowych budynków na krajobraz Radomia. To właśnie kwestia wysokości i skali dopuszczonej architektury budzi dziś największe kontrowersje, a brak czytelnych narzędzi podglądu 3D – takich, jakie z powodzeniem zastosowano w Gdyni czy Toruniu – pozostawił mieszkańców z poczuciem niedoinformowania w kluczowej dla wizerunku miasta sprawie.

WARSZAWA
Warszawa wdrożyła bezprecedensowy w skali kraju model konsultacji społecznych, charakteryzujący się wyjątkową skalą i transparentnością. Kluczowym elementem było radykalne wydłużenie terminów – etap zbierania wniosków trwał aż trzy miesiące (listopad 2024 – styczeń 2025), co zaowocowało rekordową liczbą ponad 48 tysięcy zgłoszeń. Podobne podejście zastosowano przy etapie zgłaszania uwag do gotowego projektu (listopad 2025 – luty 2026), oferując mieszkańcom niemal trzykrotnie więcej czasu, niż wymagają tego standardowe przepisy. Strategia miasta opierała się na bezpośredniej dostępności poprzez dyżury projektantów w każdej z 18 dzielnic oraz mobilne punkty informacyjne w miejscach o dużym natężeniu ruchu, takich jak stacje metra. Proces ten wsparto nowoczesnymi narzędziami cyfrowymi, w tym interaktywną mapą do nanoszenia postulatów, geo-ankietami oraz tematycznymi webinariami. Całość procesu cechuje pełna jawność, dzięki dedykowanemu serwisowi architektura.um.warszawa.pl, gdzie publikowane są szczegółowe raporty oraz zestawienia wszystkich wniosków wraz ze sposobem ich rozpatrzenia.

CZĘSTOCHOWA
Częstochowa przeprowadziła kompleksowy proces konsultacji społecznych, oparty na bezpośrednim kontakcie z mieszkańcami i nowoczesnych narzędziach interaktywnych. Zamiast jednego centralnego spotkania, miasto zorganizowało cykl sześciu otwartych wydarzeń w różnych dzielnicach, takich jak Północ, Raków, Stradom czy Śródmieście, co pozwoliło projektantom na omówienie lokalnych wyzwań – od ochrony terenów zielonych na jurajskich wzgórzach po rewitalizację obszarów poprzemysłowych. Formułę tę uzupełniły mniej formalne dyżury projektantów w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej pod hasłem „Kawa z Urbanistą”, które odbywały się regularnie w lutym i marcu 2026 roku, także w godzinach popołudniowych. Równolegle miasto udostępniło dedykowany geoportal konsultacyjny z aktualnymi zdjęciami lotniczymi oraz innowacyjnym kalkulatorem urbanistycznym, ułatwiającym zrozumienie dopuszczalnych parametrów zabudowy. Dzięki szerokiej kampanii informacyjnej w mediach społecznościowych i komunikacji miejskiej, proces zakończył się w marcu 2026 roku zebraniem rekordowej liczby uwag od grup dotychczas nieaktywnych w planowaniu przestrzennym. Pełna transparentność działań została zachowana poprzez udostępnienie nagrań ze spotkań oraz prezentacji projektantów w serwisie czestochowa.pl/plan-ogolny.

TORUŃ
Toruń zrealizował nowoczesny i wielokanałowy proces konsultacji społecznych, którego centralnym punktem była wielka debata hybrydowa w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki. Podczas wydarzenia, transmitowanego na żywo z możliwością zadawania pytań online, projektanci z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej wykorzystali prezentacje 3D, aby przybliżyć mieszkańcom modelowe rozwiązania dla kluczowych obszarów miasta, takich jak otoczenie Starówki czy tereny inwestycyjne na lewobrzeżu. Równolegle postawiono na mobilność, organizując cykl pięciu spotkań dzielnicowych (m.in. na Podgórzu, Rubinkowie i Bydgoskim Przedmieściu), co pozwoliło na merytoryczną dyskusję o lokalnych wyzwaniach – od dogęszczania zabudowy na osiedlach z wielkiej płyty po ochronę terenów nadwiślańskich. Działania informacyjne, prowadzone w lutym i marcu 2026 roku, wyszły poza ramy urzędu dzięki dyżurom projektantów w popularnych galeriach handlowych oraz uruchomieniu dedykowanej infolinii eksperckiej. Proces ten wsparto nowoczesnym serwisem „Plan Ogólny Torunia”, oferującym filmy instruktażowe oraz innowacyjny interaktywny formularz, który automatycznie generował gotowe wnioski po wskazaniu działki na mapie. Dzięki maksymalnemu uproszczeniu procedur biurokratycznych oraz szerokiej dostępności ekspertów, miasto odnotowało dużą aktywność mieszkańców, szczególnie w obszarach dotyczących ochrony terenów leśnych i rekreacyjnych.

GDYNIA
Gdynia zrealizowała modelowy proces konsultacji społecznych, stawiając na bezpośredni dialog w lokalnych centrach sąsiedzkich oraz wykorzystanie zaawansowanych technologii. Kluczowym elementem strategii były warsztaty w „Przystaniach” dzielnicowych (m.in. w Chyloni, Orłowie i Obłużu), podczas których projektanci Biura Planowania Przestrzennego Gdyni prezentowali wielkoskalowe mapy i omawiali specyficzne lokalne zagadnienia, takie jak ochrona widoku na morze czy rozwój zabudowy w pasie nadmorskim. Znakiem rozpoznawczym gdyńskich działań stała się akcja „Kawa z Projektantem” – cykl indywidualnych spotkań z urbanistami prowadzony przez cały 2025 rok. Pozwoliły one mieszkańcom na precyzyjne zrozumienie wpływu Planu Ogólnego na konkretne nieruchomości, co znacząco zredukowało obawy przed zmianami oraz liczbę błędnie wypełnianych wniosków. Aktywność urzędu przeniosła się również w przestrzeń rekreacyjną – mobilne punkty konsultacyjne na Bulwarze Nadmorskim i Skwerze Kościuszki pozwoliły dotrzeć do osób nieśledzących na co dzień oficjalnych ogłoszeń urzędowych. Równolegle miasto wykorzystało swój zaawansowany cyfrowy Model 3D, aby obrazowo przedstawić wpływ nowej zabudowy na nasłonecznienie sąsiednich budynków oraz wysokość dominant architektonicznych w Śródmieściu. Proces uzupełniła przejrzysta komunikacja online w serwisie gdynia.pl/planogolny, gdzie za pomocą przystępnych infografik tłumaczono znaczenie planu dla ochrony Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego oraz rozwoju zrównoważonego transportu.

-------------------------------------------------------------------------
Ustawa Planowanie i Zagospodarowania Przestrzenne [1]
Art. 8e. Ust. 1. Zapewnienie partycypacji społecznej polega na:
1) umożliwieniu udziału interesariuszom planowania i zagospodarowania przestrzennego, zwanym dalej „interesariuszami”, w przygotowaniu aktów planowania przestrzennego, w tym wypowiadania się, składania wniosków lub uczestnictwa w konsultacjach społecznych;
2) poznaniu potrzeb, zebraniu stanowisk i pomysłów interesariuszy dotyczących polityki przestrzennej;
3) prowadzeniu działań edukacyjnych i informacyjnych o istocie, celach i zasadach planowania i zagospodarowania przestrzennego;
4) inicjowaniu, umożliwianiu i wspieraniu działań służących rozwijaniu dialogu między interesariuszami w ramach kształtowania i prowadzenia polityki przestrzennej oraz zwiększaniu udziału interesariuszy w kształtowaniu i prowadzeniu polityki przestrzennej.
-------------------------------------------------------------------------

Fasada partycypacji: Czy Radom stać na lekceważenie mieszkańców? Konsultacje społeczne w procedurze planistycznej nie są dobrą wolą urzędu, lecz jego ustawowym obowiązkiem. Tymczasem Miasto Radom – blisko 200-tysięczny ośrodek – w procesie tworzenia Planu Ogólnego wybrało strategię „ustawowego minimum”, zrównując się standardami z gminami wielokrotnie mniejszymi. Jaskrawym przykładem kontrastu jest sąsiednia gmina Zakrzew, która zaproponowała swoim mieszkańcom aż 12 dyżurów projektantów. Taka różnica w podejściu rzuca nowe światło na przyczyny dynamicznego rozwoju gmin ościennych kosztem „zwijającego się” Radomia. Autentyczna partycypacja społeczna to bowiem nie tylko formalność, ale kluczowy argument za osiedleniem się lub pozostaniem w mieście. Doświadczenia z ostatnich lat pozwalają postawić tezę o fasadowości radomskich konsultacji. Często przypominają one „marnowanie czasu” dla czystego wykazania udziału społeczeństwa w dokumentacji. Mechanizm ten jest szczególnie widoczny w przypadku projektów budowlanych, które konsultuje się na etapie posiadania pozwolenia na budowę i projektów wykonawczych. W takiej fazie żadne realne zmiany nie są już możliwe, a samo spotkanie służy jedynie „odfajkowaniu” procedury niezbędnej do pozyskania środków zewnętrznych. Mieszkańcy bywają traktowani jak bierni widzowie, którzy mają jedynie przyklaskiwać gotowym wizjom, zamiast być partnerami w ich tworzeniu. Skrajnym przykładem tej niemocy był incydent, w którym po gotowym projekcie – zamiast decyzyjnego dyrektora – oprowadzał interesantów przysłowiowy portier, nie posiadając żadnej wiedzy o dokumentacji. Takie systemowe zniechęcanie kolejnych grup aktywnych obywateli jest krótkowzroczne i niebezpieczne. Jak alarmują społecznicy, brak rzeczywistego zaangażowania społecznego, za który odpowiada radomski samorząd, może wkrótce wyeliminować miasto z wielu źródeł dofinansowania. Instytucje zewnętrzne coraz rygorystycznie badają jakość procesów partycypacyjnych. Jeśli Radom nie zmieni podejścia i nie zacznie traktować mieszkańców jak partnerów budujących wspólny budżet, a nie jedynie podatników, z których ściąga się „myto”, może stanąć przed poważnym problemem z rozliczeniem postępów planistycznych przed Wojewodą. Brak refleksji nad lawiną zgłaszanych uwag i wniosków to prosta droga do utraty zaufania społecznego i dalszej marginalizacji miasta.



BIBLIOGRAFIA:
[1] USTAWA z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym 


WYGENEROWANE PRZY POMOCY NARZĘDZI AI: TREŚCI, OBRAZY, ANIMACJE i DŹWIĘKI ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNE, ZMODYFIKOWANE LUB/I ZMANIPULOWANE

Radomski precedens: Polskie Miasta !


Czy polskie miasta projektują urzędnicy, czy architekci?

Radom stał się właśnie areną o to, czy polskie miasta mają powstawać w oparciu o wiedzę, konkursy idei i dialog, czy w zaciszu gabinetów osób, którym brakuje elementarnych kompetencji urbanistycznych.

Studium przypadku: Anatomia marginalizacji
Wszystko zaczęło się od listu otwartego do środowiska architektów, w którym padł apel o ratowanie „Strefy Przydworcowej” przed „łatkowym” planowaniem. Odpowiedź SARP Oddział Radom była jednoznaczna: oficjalne pismo z 25 lutego 2026 r. wyraziło stanowczy sprzeciw wobec dzielenia strategicznego obszaru na sześć etapów. Eksperci ostrzegli, że grozi to utratą spójności i trwałym obniżeniem jakości miasta na dekady.

Jednak to, co wydarzyło się na sesji Rady Miejskiej (23.02 i 2.03.2026 r.), powinno być ostrzeżeniem dla architektów w całej Polsce. Sekretarz Miasta nie tylko operował pojęciami takimi jak „planistyka” (zamiast urbanistyki), ale posunął się do próby zdezawuowania głosu profesjonalistów. Oficjalne stanowisko SARP próbował przedstawić jako „prywatną opinię” Prezes stowarzyszenia. Ta próba uciszenia ekspertów spotkała się z natychmiastowym sprostowaniem SARP, który potwierdził, że ich głos jest głosem całego środowiska, opartym na statucie i merytorycznej wiedzy.

Pułapka milczenia architektów
Przykład Radomia nie jest odosobniony. W wielu polskich miastach obserwujemy niepokojący trend: administracja samorządowa zaczyna traktować architekta i urbanistę nie jako partnera, ale jako przeszkodę w procesie administracyjnym. Najgorsze jest jednak to, że my – jako środowisko zawodowe – często sami ustępujemy pola. Przemilczanie błędnych decyzji i wycofywanie się z debaty publicznej sprawia, że przestrzeń wspólną zaczynają kształtować osoby bez przygotowania merytorycznego.


Kiedy architekt milczy, ulica, plac i dzielnica stają się wypadkową urzędniczych tabel w Excelu, a nie wizji urbanistycznej.


Wszystko zaczęło się od mojego listu otwartego do środowiska architektów, w którym zaapelowałem o ratowanie „Strefy Przydworcowej” przed chaotycznym, sześcioetapowym planowaniem. Sprawa błyskawicznie wykroczyła poza lokalne podwórko, trafiając na łamy czołowych portali branżowych w Polsce. O „aferze o dworzec” pisał portal PropertyDesign.pl, a redakcja Architektura & Biznes analizowała zagrożenia płynące z urzędniczej koncepcji.

W sprawę włączyły się liczne media i organizacje, co dowodzi, że zapotrzebowanie na rzetelną wizję jest ogromne:
  • Radom24.pl: Coraz większe emocje wokół nowego dworca
  • TwojRadom.pl: SARP mówi "nie" etapuowaniu
  • Cozadzien.pl: Nowe serce Radomia czy stracona szansa?

Planowanie to nie tylko procedura
Sprawa Radomia, nagłośniona przez ogólnopolskie media takie jak PropertyDesign czy Architektura & Biznes, pokazuje, że tylko aktywna postawa może prowadzić do transparentności procesów. Sekretarz Miasta na sesji przekonywał o „przejrzystości”, jednocześnie nie ujawniając konkretnych studiów i analiz, na które się powoływał. To klasyczny przykład partycypacji pozorowanej, gdzie mieszkańcom i ekspertom pokazuje się gotowe rozwiązania zamiast zaprosić ich do współtworzenia wizji w otwartym konkursie.


Z tego miejsca apeluję do Koleżanek i Kolegów architektów w całej Polsce:
  • Nie bójmy się głosu krytycznego. Radomski przykład pokazuje, że list otwarty może uruchomić lawinę medialną i społeczną, która może prowadzić do dialogu.
  • Wymagajmy konkursów. Tylko otwarta konkurencja idei, a nie urzędnicze opracowania, gwarantuje jakość, na którą zasługują polskie miasta.
  • Edukujmy decydentów. Jeśli pozwolimy na nazywanie urbanistyki „planistyką”, godzimy się na degradację naszego zawodu do roli „rysowników map”.

Radom pokazał, że gdy architekci mówią jednym głosem z mediami i mieszkańcami, narracja o „urzędniczej nieomylności” pęka. Czas przestać być biernym obserwatorem. Jeśli my nie zadbamy o jakość przestrzeni w naszych miastach, nikt inny tego za nas nie zrobi. Przykład Radomia to dopiero początek drogi do przywrócenia należnej rangi urbanistyce w Polsce.


XL SESJA RADY MIEJSKIEJ w RADOMIU z dnia 23.02.2026r. i 2.03.2026r - fragment


POLEMIKA z SEKRETARZEM MIASTA RADOM – MPZP „Strefa Przydworcowa”
Dotyczy sesji Rady Miejskiej z dnia 23.02.2026 r. i 2.03.2026 r. (druk nr 336) - Uchwała przystąpienia do sporządzania miejscowe planu zagospodarowania przestrzennego “Strefa przy Dworcowa”* 

referuje: Sekretarz Miasta Radom - r. pr. Rafał Górski

1. Rola obszaru w strukturze miasta
Parafraza: …strategiczny teren w dokumentach Miasta…. Ścisłe Centrum Miasta…
ODPOWIEDŹ: Tereny kolejowe są strategiczne nie tylko w skali dokumentów miejskich, ale również wojewódzkich, krajowych, a nawet europejskich (sieci transportowe, logistyka NATO). Warto jednak doprecyzować geografię: historyczne Śródmieście Radomia jest oddalone od Dzielnicy Dworcowej o ok. 250 metrów – to dwa różne organizmy, które wymagają spójnego połączenia, a nie wrzucania do jednego worka pojęciowego.

2. Partycypacja społeczna a gotowe plany
Parafraza: …brak opracowań planistycznych dla obszaru powoduje trudności realizacji inwestycji o charakterze ogólnomiejskim… strategiczne dla całego regionu…
ODPOWIEDŹ: Skoro mowa o „trudnościach w realizacji”, to oznacza, że konkretny program dla Dzielnicy Dworcowej już istnieje w szufladach urzędu. Czy w takim razie zapowiadana partycypacja społeczna nie będzie jedynie fasadowym działaniem pro forma, mającym zalegalizować podjęte już wcześniej decyzje?

3. Radom jako lider regionu
Parafraza: …dzięki inwestycjom o znaczeniu regionalnym Radom będzie funkcjonował jako lider… 
ODPOWIEDŹ: Deklaracje o liderowaniu mocno rozmijają się z rzeczywistością. Stowarzyszenie Radomski Obszar Funkcjonalny (ROF) znajduje się w stagnacji, do której walnie przyczyniły się władze miasta. Trudno budować pozycję lidera w regionie, gdy sąsiednie gminy pozostają w konflikcie z Radomiem po ubiegłorocznych, niefortunnych próbach siłowego poszerzenia granic miasta ich kosztem.

4. Podział na VI etapów
Parafraza: …VI etapów planu miejscowego…
ODPOWIEDŹ: I tu dotykamy sedna problemu, nad którym Pan Sekretarz nawet się nie pochylił. Rozczłonkowanie tak kluczowego terenu na sześć odrębnych etapów to prosta droga do urbanistycznego chaosu.

5. Postrzeganie terenów "za dworcem"
Parafraza: …przyzwyczajenia historyczne, że to, co jest za dworcem, centrum już nie jest…
ODPOWIEDŹ: Przed dekadą osobiście pracowałem nad zmianą tego archaicznego postrzegania Dzielnicy Dworcowej w świadomości planistycznej. Szkoda, że merytoryczna wiedza o potencjale terenów wokół stacji Radom Główny została przez magistrat zignorowana.

6. Brak gotowych rozstrzygnięć?
Parafraza: …jesteśmy otwarci na wszystkie głosy i nie mamy gotowych rozstrzygnięć w zakresie ustaleń planu…
ODPOWIEDŹ: To stwierdzenie stoi w sprzeczności z faktami. Właśnie wczoraj Pana przełożony (Prezydent Miasta) w rozmowie z TV Dami wskazał dwie konkretne lokalizacje pod dworzec autobusowy (tzw. Bus Dworzec). Skoro brane są pod uwagę tylko dwie opcje, to znaczy, że rozstrzygnięcia w MPZP są już de facto przesądzone. Forsowanie lokalizacji bez rzetelnego „Studium Lokalizacji Bus Dworca” rodzi uzasadnione wątpliwości co do gospodarności przy wydatkowaniu środków publicznych.

7. Metoda konsultacji (sonda)
Parafraza: …prekonsultacje w formie sondy… aby zebrać jak najwięcej głosów…
ODPOWIEDŹ: Jak w formie prostej sondy mieszkańcy mają ocenić relacje między kubaturami, kontekst skali miejsca, asymetrię pierzei czy rozproszenie zabudowy? Takich rzeczy nie da się „wyklikać” – to trzeba zobaczyć na modelach i wizualizacjach. Pamiętamy „sondę” w sprawie fontann na ul. Żeromskiego, gdzie pytano o (parafraza) kolor ławek i koszy na śmieci. Sprowadzanie dyskusji o kluczowej dzielnicy miasta do poziomu wyboru małej architektury to żart z mieszkańców.

8. Terminologia mapowa
Parafraza: …na mapie terenowej widać etapy…
ODPOWIEDŹ: Na prezentowanym nagraniu widzimy zdjęcia lotnicze lub ortofotomapę. To, co Pan nazywa „mapą terenową”, w fachowej terminologii nie istnieje w tym kontekście (mamy mapy topograficzne lub zasadnicze). Prosiłbym o przyswojenie podstawowej terminologii, zanim zacznie Pan referować dokumenty planistyczne.

9. Brak dialogu z mieszkańcami i ekspertami
Parafraza: …jeśli są jakieś pytania, to zapraszam…
ODPOWIEDŹ: Zaproszenie brzmi nieszczerze. Zgłaszałem szereg wątpliwości w liście otwartym – na żadną z nich Pan nie odpowiedział, mimo że sesja była ku temu idealną okazją. Niestety, w radomskim magistracie wciąż pokutuje zasada: gdy mieszkańcy zgłaszają pomysły w czasie wolnym, urzędnicy w godzinach pracy odpowiadają „nie da się”. Ten patologiczny dialog zyskał już w naszym mieście miano „niedasizmu”.

[Wątek VI etapów – komentarz do pytań z sali]
ODPOWIEDŹ: Szkoda, że zamiast merytorycznego pochylenia się nad zapisami listu otwartego, zdecydował się Pan Sekretarz na wejście w kompetencje niezależnego stowarzyszenia. Jak wynika z oświadczenia SARP Oddział Radom opublikowanego w mediach społecznościowych, interpretacja ich stanowiska przez Sekretarza Miasta mocno rozminęła się z rzeczywistością. Warto dbać o precyzję w przytaczaniu opinii podmiotów zewnętrznych, zwłaszcza gdy są one kluczowym głosem branżowym w tak ważnej dla miasta sprawie. Proponuje Panu Sekretarzowi teraz kwiaty i przeprosiny dla Pani Prezes!
ODPOWIEDŹ: Procedowanie sześciu etapów MPZP potrwa od 6 do 7 lat. Nikt odpowiedzialny nie zagwarantuje spójności planistycznej w tak długim czasie dla terenu tak zróżnicowanego funkcjonalnie. Biorąc pod uwagę dynamikę polskiego prawa, w tym okresie ustawa o planowaniu może zmienić się ok. 30 razy, a prawo budowlane nawet 60 razy. To przepis na legislacyjny i urbanistyczny paraliż.

10. Relacje z SARP 
Parafraza: …stanowisko SARP… 
ODPOWIEDŹ: Przyjęta przez Pana formuła współpracy z przedstawicielami środowisk profesjonalnych – a w zasadzie marginalizacja ich głosu na etapie koncepcyjnym – budzi głęboki niepokój. Sposób, w jaki odniósł się Pan do stanowiska radomskiego oddziału SARP oraz uwag ekspertów niezależnych, sugeruje brak woli (lub merytorycznej płaszczyzny) do rzetelnej analizy tych argumentów. Warto przypomnieć, że urbanistyka to dziedzina ściśle regulowana ustawowo i wymagająca specyficznych kompetencji.

11. Potrzeba warsztatów profesjonalnych
Parafraza: …dlatego robimy prekonsultacje, aby jak najwięcej głosów zebrać… 
ODPOWIEDŹ: Tu nie chodzi o zbieranie postulatów, które ostatecznie trafią do niszczarki, ale o udział profesjonalistów (architektów i urbanistów) w projektowaniu tej przestrzeni. Tryb ustawowy to za mało, a sonda jest bezużyteczna przy tak skomplikowanej tkance. Potrzebujemy warsztatów branżowych, przed którymi Pan Sekretarz tak silnie się broni.

12. Terminologia i kompetencje 
Parafraza: …jak to w planistyce, każdy może mieć swoje zdanie… 
ODPOWIEDŹ: Panie Sekretarzu, trzymajmy się faktów i poprawnej terminologii. „Planistyka” to termin odnoszący się do planowania procesów wewnątrz przedsiębiorstwa. W przypadku kształtowania miasta poruszamy się w obszarze urbanistyki, planowania przestrzennego oraz gospodarki przestrzennej. Sprowadzanie dyskusji o strategicznej dzielnicy do stwierdzenia, że „każdy może mieć swoje zdanie”, jest próbą relatywizowania wiedzy eksperckiej. W urbanistyce nie chodzi o „opinie”, ale o analizy, standardy urbanistyczne i ład przestrzenny, których w przedstawionym projekcie brakuje.

13. Strategia „urzędowa”
Parafraza: …nie chcemy blokować elementów planu… które uznajemy za najbardziej strategiczne… 
ODPOWIEDŹ: Problem w tym, że Państwa strategia i gradacja celów dla tego terenu to wiedza hermetyczna, zamknięta w murach urzędu. Mieszkańcy i eksperci nie znają priorytetów, którymi się Państwo kierują.

14. Brak spójnej koncepcji
Parafraza: …poszczególne etapy muszą zakładać ramy dla całości planu… 
ODPOWIEDŹ: Te „ramy” w świecie urbanistyki nazywają się koncepcją. I to jest główny problem: przystępujecie Państwo do sporządzania planów bez wypracowanej, całościowej wizji Dzielnicy Dworcowej. Tak ważny obszar nie jest miejscem na naukę i eksperymenty, co dobitnie pokazały dotychczasowe, mało udane próby projektowe.

15. Możliwość modyfikacji uchwały 
Parafraza: …bierzemy pod uwagę możliwość modyfikacji uchwały o przystąpieniu… 
ODPOWIEDŹ: To pierwsza merytoryczna i pozytywna deklaracja. Jeśli dopuści Pan profesjonalistów do głosu na etapie warsztatów nad spójną koncepcją, dostrzeże Pan złożoność tego obszaru. Standardem w takich przypadkach jest konkurs urbanistyczny, o którym Pan nawet nie wspomniał.

16. Raport i „niedomówienia”
Parafraza: …raport dla Rady Miejskiej, aby nie było niedomówień w przestrzeni publicznej… 
ODPOWIEDŹ: Twierdzenie, że nie ma niedomówień, jest nadużyciem. Mieszkańcy są zaskakiwani: nagłą uchwałą intencyjną, autorytarną lokalizacją dworca czy pomysłami na Plac Ołdakowskiego. Skoro wydano już decyzję lokalizacyjną dla dworca, to znaczy, że istnieje jego koncepcja. Dlaczego jest ona ukrywana przed opinią publiczną? Czas pokazać mieszkańcom, co przygotowano za ich pieniądze.

17. Przejrzystość procedur
Parafraza: …procedury planistyczne prowadzimy bardzo przejrzyście… 
ODPOWIEDŹ: Przejrzystość procedury to obowiązek ustawowy, a nie łaska urzędu. Prawdziwym problemem jest brak jawności w podejmowaniu kluczowych decyzji – takich jak lokalizacja dworca, którą wskazano „palcem”, bez wymaganych studiów i analiz.


To nie jest kwestia „przejrzystości procedur”, ale kompletnego braku współpracy miasta z profesjonalistami. Władze Miasta Radom najwyraźniej uznały, że wystawa prac studenckich jest ekwiwalentem studialnego konkursu urbanistycznego. To błąd, za który mieszkańcy zapłacą w przyszłości – nie tylko w komforcie życia, ale i w podatkach, gdy przyjdzie naprawiać błędy infrastrukturalne.


APEL !
Wobec powyższych faktów, apeluję do Władz Miasta o upublicznienie koncepcji lokalizacji Bus Dworca oraz zorganizowanie profesjonalnych warsztatów urbanistycznych z udziałem środowisk branżowych (SARP, TUP, IARP, PIIB). Dzielnica Dworcowa to zbyt ważny obszar, by planować go w zaciszu gabinetów – czas przestać zasłaniać się procedurami i zacząć realnie rozmawiać o jakości przestrzeni, za którą wszyscy zapłacimy.

#Radom #RadomskiPrecedens #SARP #ArchitekturaPolska #Urbanistyka #PlanowaniePrzestrzenne #DzielnicaDworcowa #RadomGlowny #KonkursArchitektoniczny #PropertyDesign #ArchitekturaIBiznes #InwestycjeRadom #LadPrzestrzenny #PartycypacjaSpoleczna #StopLatkowemuPlanowaniu #WizjaZamiastUrzedu #EksperciDlaMiast #ArchitekciPrzerwijcieMilczenie

WYGENEROWANO PRZY UŻYCIU NARZĘDZI AI: TREŚĆ, OBRAZY, ANIMACJE ORAZ DŹWIĘK ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNIE, ZMODYFIKOWANE I/LUB ZMANIPULOWANE.

WYKORZYSTANO MATERIAŁ VIDEO fragment z domeny publicznej BIP.RADOM.PL Sesja Rady Miejskiej Miasta Radom z dnia 23.02.2026r. i 2.03.2026r. (XL)
* Projekt uchwały na druku nr 336 w sprawie przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego „Strefa przydworcowa”

LINK DO ORGINAŁU
https://bip.radom.pl/ra/rada-miejska/sesje/nagrania-obrad/75530,Sesja-Rady-Miejskiej-z-dnia-23022026r-i-2032026r-XL.html
 

ARCHITEKT TYTUŁ CHRONIONY !!!


Czy tytuł „Architekt” jest pod ochroną? W środowisku projektowym co jakiś czas wybucha gorąca dyskusja: czy zawód architekta jest w Polsce chroniony prawnie, czy może to tylko prestiżowa etykieta? Postanowiłem przyjrzeć się argumentom obu stron i odpowiedź jest jednoznaczna: tytuł ARCHITEKT JEST PRAWNIE CHRONIONY, choć mechanizm tej ochrony wygląda inaczej, niż wielu się wydaje.

Lekarz, adwokat... architekt? Zacznijmy od wyjaśnienia podstawowego nieporozumienia. Czy zawód architekta jest chroniony specjalną, dedykowaną ustawą w taki sam sposób, jak zawód lekarza, adwokata czy radcy prawnego? Odpowiedź brzmi: nie. Nie mamy jednej "ustawy o zawodzie architekta", która w każdym rozdziale przypominałaby o karach za nadużycie tego słowa. Ale to wcale nie oznacza, że panuje samowolka. Tytuł zawodowy to nie tylko prestiż. Ochrona tytułu architekta zaczyna się już na poziomie uczelni. Jest on nadawany jako tytuł zawodowy na dyplomie potwierdzającym ukończenie studiów na odpowiednim wydziale:
  • Po I stopniu: inż. arch.
  • Po II stopniu: mgr inż. arch.

Podobną strukturę widzimy na wydziałach pokrewnych, gdzie absolwenci otrzymują tytuły adekwatne do swojej specjalizacji, takie jak mgr arch. wnętrz (często o profilu artystycznym) czy mgr inż. arch. kraj. Sytuacja ta jest w pełni porównywalna z tytułami zawodowymi w medycynie, gdzie posługujemy się skrótami lek. oraz lek. dent. I tu dochodzimy do sedna sprawy, które wielu umyka. Skoro nikt nie ma wątpliwości, że tytuł magistra (mgr) jest chroniony prawnie, a tytuł inżyniera (inż.) również podlega ścisłym regulacjom, to dlaczego mielibyśmy uważać, że składowa ARCH. nagle traci tę ochronę? Jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się do ochrony "wielkich" zawodów zaufania publicznego, zapominając, że system ochrony tytułów zawodowych w Polsce jest spójną całością. Skoro państwo reguluje, kto może nazwać się inżynierem, to tym bardziej reguluje, kto może posługiwać się tytułem architekta.

Skoro nikt nie ma wątpliwości, że tytuł magistra (mgr) jest chroniony prawnie, a tytuł inżyniera (inż.) również podlega ścisłym regulacjom, to dlaczego mielibyśmy uważać, że człon ARCH. nagle znajduje się w próżni? Ochrona tytułów zawodowych w Polsce nie jest kwestią uznaniową – wynika ona bezpośrednio z Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce [1]. To właśnie te przepisy stanowią fundament: tytuły zawodowe mogą być nadawane wyłącznie przez uprawnione uczelnie, po zaliczeniu konkretnego programu studiów. 
  • Magister to potwierdzenie ukończenia studiów drugiego stopnia lub jednolitych magisterskich.
  • Inżynier to tytuł zarezerwowany dla absolwentów kierunków technicznych, rolniczych lub leśnych.
Każdy dyplom to dokument państwowy, a próba jego "podrobienia" w sferze publicznej spotyka się z konkretną reakcją prawną. Kluczowym narzędziem ochrony jest tutaj art. 61 Kodeksu wykroczeń.[2] To on pełni rolę strażnika rzetelności w przestrzeni publicznej: Kto przywłaszcza sobie stanowisko, tytuł lub stopień albo publicznie używa nienależnego mu odznaczenia, legitymacji, stroju lub munduru, podlega karze grzywny do 1000 złotych albo karze nagany. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś używa skrótu „mgr inż. arch.” na wizytówkach, w mediach społecznościowych czy w stopce mailowej, nie mając za sobą obrony dyplomu, po prostu łamie prawo. Nie jest to tylko niewinne kłamstwo w CV – to wykroczenie, za które grozi realna grzywna. Każdy, kto bezprawnie „dopisuje” sobie te trzy litery przed nazwiskiem, naraża się na odpowiedzialność. Ale jak ta ochrona wygląda na tle naszych sąsiadów? Czy polskie prawo jest w tym zakresie wyjątkowo surowe, czy może raczej liberalne? Spojrzenie poza granice Polski pokazuje, że ochrona tytułów zawodowych to temat rzeka, a każde państwo podchodzi do niego z inną wrażliwością.
  1. Niemcy to europejski lider regulacji arch. Tytuł Inżyniera (Ingenieur) chroniony jest przez Ingenieurgesetz – zbiór ustaw obowiązujących w każdym z 16 krajów związkowych. Bez dyplomu potwierdzającego minimum 6 semestrów studiów technicznych, używanie tego miana jest po prostu karalne. W przypadku Architekta ochrona idzie jeszcze dalej. Sam dyplom (Dipl.-Ing.) to za mało. Aby legalnie nazywać się architektem, trzeba widnieć na liście izby zawodowej (Architektenkammer). Bez tego wpisu nie tylko nie można tak o sobie mówić, ale nie wolno nawet nazwać swojej firmy „biurem architektonicznym” pod rygorem dotkliwych kar finansowych. 
  2. W UK tytuł Architekta jest pilnie strzeżony przez Architects Act 1997. Tylko osoby zarejestrowane w ARB (Architects Registration Board) mogą go używać. Co ciekawe, projektować może niemal każdy, ale tylko wybrani mogą się pod tym podpisać jako „Architect”. Z kolei tytuł Inżyniera (Engineer) nie posiada tam żadnej ochrony – może go użyć zarówno wysokiej klasy specjalista, jak i monter. Branża broni się jednak prestiżowymi tytułami nadawanymi przez organizacje zawodowe, jak Chartered Engineer (CEng), które są chronione przywilejem królewskim (Royal Charter).
  3. Francja: nad Sekwaną tytuł architekta rezerwuje ustawa z 1977 roku (Loi sur l'architecture). Prawo do niego mają wyłącznie osoby z państwowym dyplomem wpisane do Ordre des Architectes – tu nadużycie tytułu uznawane jest za przestępstwo. Francja dba również o elitarność tytułu Ingénieur diplômé, nad którym czuwa specjalna komisja państwowa.
  4. W Polsce oba tytuły – inżyniera i architekta – są chronione wspomnianym wcześniej Art. 61 Kodeksu wykroczeń. Na tle Europy plasuje nas to w strefie ochrony "średniej" – nie jest to ścigane z taką surowością jak we Francji czy Niemczech, ale nie jest też taką wolną amerykanką jak w przypadku brytyjskich inżynierów.
Warto wspomnieć, że Izba Architektów RP (IARP) przez wiele lat czyniła starania o wprowadzenie dodatkowej, jeszcze silniejszej ochrony ustawowej. Droga ta okazała się jednak niezwykle wyboista i pełna legislacyjnych przeszkód. Choć szczegóły tych batalii pozostają domeną prawników, jedno jest pewne: kwestia "domknięcia" ochrony zawodu architekta w Polsce wciąż pozostaje tematem otwartym i budzącym emocje.

Mimo że ochrona tytułu zawodowego ARCH. jest tak samo realna jak w przypadku magistra czy inżyniera, w codziennej praktyce sprawa się komplikuje. Dlaczego? Ponieważ polski system prawny posługuje się kilkoma różnymi klasyfikacjami, które – choć brzmią podobnie – służą zupełnie innym celom. To właśnie tutaj, na styku statystyki, podatków i rynku pracy, powstaje największy chaos informacyjny. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze: 
  • PKD: Polska Klasyfikacja Działalności (PKD 2024) [3] nie jest od definiowania tytułów zawodowych. Jej zadaniem jest określenie profilu biznesu. Z perspektywy PKD nie jest istotne, czy masz dyplom, ale jaki rodzaj usług świadczysz. Znajdziemy tu szerokie kategorie, takie jak: działalność w zakresie architektury, projektowanie budowlane i urbanistyczne, architektoniczne kształtowanie krajobrazu. To tutaj przedsiębiorcy szukają swojego miejsca na rynku, ale PKD nie daje nikomu prawa do używania tytułu „architekt”.
  • PKWiU: Polska Klasyfikacja Wyrobów i Usług (PKWiU 2025) [4] to narzędzie głównie podatkowe i statystyczne. Najnowsze rozporządzenie z grudnia 2025 roku precyzuje, co możemy „sprzedać” klientowi. Definiuje ono m.in.: usługi w zakresie architektury (budowlanej), usługi w zakresie architektury wnętrz, usługi architektonicznego kształtowania krajobrazu, a nawet... ozdoby architektoniczne. Ponownie – PKWiU opisuje usługę, a nie człowieka, który ją wykonuje.
  • Klasyfikacja Zawodów [5]: Największe źródło zamieszania - najwięcej emocji budzi jednak Klasyfikacja zawodów i specjalności na potrzeby rynku pracy (według najnowszego rozporządzenia z października 2025 r.). To tutaj termin „architekt” pojawia się w kontekstach, które mogą przyprawić tradycjonalistów o zawrót głowy. W oficjalnym spisie zawodów znajdziemy obok siebie klasycznych projektantów: Architekt, Architekt wnętrz, Architekt krajobrazu i specjalistów IT: Architekt cyberbezpieczeństwa, Projektant/architekt systemów teleinformatycznych, Architekt stron internetowych oraz nowe specjalizacje: Architekt zieleni wewnątrz budynków czy enigmatyczni „Pozostali architekci”.
Klucz do zrozumienia problemu leży w rozróżnieniu tytułu zawodowego (nabytego na uczelni i chronionego prawem) od nazwy zawodu (używanej przez urzędy statystyczne i pracodawców). To, że w klasyfikacji zawodów istnieje „architekt stron internetowych”, nie oznacza, że taka osoba może wpisać sobie przed nazwiskiem „mgr inż. arch.”. Klasyfikacja ta pozwala jedynie na nazwanie stanowiska pracy w umowie, ale nie nadaje uprawnień budowlanych ani prawa do posługiwania się chronionym skrótem akademickim.

Skąd wziął się ten nagły wysyp „architektów” w tak odległych od siebie branżach jak budownictwo i IT? Aby to zrozumieć, musimy wyjść poza polskie podwórko i przyjrzeć się legislacji unijnej oraz światowej. Głównym winowajcą (a przynajmniej sprawcą całego zamieszania) jest Rozporządzenie Komisji (WE) nr 1022/2009. [6] Akt ten dostosował europejskie statystyki do globalnego standardu ISCO-08 (International Standard Classification of Occupations), opracowanego przez MiędzynarodowąOrganizację Pracy (ILO). ISCO-08 [7] to potężna, czteropoziomowa struktura, która ma za zadanie skatalogować absolutnie wszystkie zawody świata. Jak podaje Międzynarodowa Organizacja Pracy: "Międzynarodowa Standardowa Klasyfikacja Zawodów (ISCO-08) to hierarchiczny system obejmujący wszystkie zawody na świecie. Opracowany w oparciu o globalne doświadczenia ekspertów i agencji, stanowi dziś akceptowany standard dla międzynarodowych statystyk pracy." To właśnie w tym międzynarodowym dokumencie, na potrzeby ujednolicenia danych przesyłanych do Eurostatu, wrzucono do jednego worka pojęcia, które w tradycyjnym ujęciu niewiele mają ze sobą wspólnego. Standard ISCO-08 wprowadził obok siebie takie terminy jak:
  • Building Architects (Architekci budowlani),
  • Landscape Architects (Architekci krajobrazu),
  • Interior Architect (Architekt wnętrz),
  • Website Architect (Architekt stron internetowych).
W ten sposób słowo „architekt” stało się w świecie statystyki pracy terminem uniwersalnym, opisującym pewien poziom kompetencji (projektowanie skomplikowanych struktur), niezależnie od tego, czy tworzywem jest beton, zieleń, czy kod binarny. Polskie ministerstwo, tworząc własną klasyfikację zawodów (KZiS), miało obowiązek dostosować ją do unijnego rozporządzenia. To właśnie dlatego w naszych urzędowych spisach „architekt systemów” sąsiaduje z „architektem budowlanym”. Musimy jednak pamiętać o kluczowej kwestii: standardy statystyczne ISCO nie uchylają ochrony tytułów zawodowych. To, że statystyka unijna potrzebuje wspólnej nazwy dla osób projektujących struktury, nie daje programiście prawa do posługiwania się polskim tytułem zawodowym ARCH., który wciąż pozostaje pod ochroną dyplomu i Kodeksu wykroczeń (w różnych konfiguracjach: mgr inż. arch. lub inż.arch.).

W tym miejscu dochodzimy do sedna nieporozumienia. O ile skróty arch.arch. kraj. czy arch. wnętrz są nierozerwalnie związane z dyplomem ukończenia konkretnego wydziału, o tyle "architekt cyberbezpieczeństwa" czy "architekt www" to w rzeczywistości... architekci z filmu Matrix. To nazwy efektowne, wręcz futurystyczne, ale – co trzeba podkreślić z całą stanowczością – nie są to tytuły zawodowe, lecz nazwy funkcyjne. Pomyślmy o tym logicznie: czy absolwent Politechniki kończy studia z tytułem „architekta budynków”? Oczywiście, że nie. Otrzymuje tytuł zawodowy inż. arch., który podlega ścisłej ochronie prawnej. Tymczasem „architekci IT” takiej ochrony w Polsce nie posiadają. W naszej szerokości geograficznej ich miano jest jedynie oznaczeniem roli w zespole, a nie prawnym stwierdzeniem kwalifikacji zawodowych. Przyjrzyjmy się faktom. Architekt IT (Solution, Software czy Enterprise Architect) to zazwyczaj doświadczony specjalista, który na dyplomie ma wpisane: mgr inż. informatyki. Ochrona prawna tytułu: Brak (jest to stanowisko umowne). Uprawnienia: Brak (liczy się doświadczenie, najczęściej 8–10 lat jako Senior Developer oraz certyfikaty takie jak AWS, iSAQB czy TOGAF). Ewidencja państwowa: W kodach PKD tacy specjaliści widnieją pod numerami 62.01.Z (oprogramowanie) oraz 62.02.Z (doradztwo), a w klasyfikacji zawodów KZiS (kod 251101) odpowiadają zawodowi... Analityk systemów teleinformatycznych. 

Głównym powodem „rozmycia” prestiżu tytułu architekta jest bezrefleksyjne przenoszenie terminologii z języka angielskiego. To klasyczny problem kalki językowej. Warto zwrócić uwagę na subtelną, ale kluczową różnicę w tłumaczeniach: o ile słowo architect tłumaczymy jako architekt, o tyle termin general architect to w języku polskim już generalny projektant (źródło: diki.pl). Idąc tym tropem, wszystkie funkcje z branży IT oraz te zawarte w standardzie ISCO-08, które nie są poparte dyplomem wydziału architektury, w polskim porządku prawnym i językowym powinny być tłumaczone jako PROJEKTANCI. Uznanie tej różnicy pozwoliłoby przywrócić należytą rangę tytułowi zawodowemu ARCH., oddzielając go grubą kreską od potocznych nazw funkcyjnych, które – choć brzmią dumnie – nie mają oparcia w ustawowej ochronie tytułów zawodowych magistra i inżyniera.

W poszukiwaniu ratunku dla powagi zawodu architekta warto sięgnąć po oręż, o którym często zapominamy: Ustawę o języku polskim. Zgodnie z jej zapisami, język polski jest obowiązkowy w obrocie prawnym na terytorium RP, w szczególności w nazewnictwie towarów, usług oraz ofert. Co kluczowe – posługiwanie się wyłącznie obcojęzycznymi określeniami (z wyjątkiem nazw własnych) jest w polskim obrocie prawnym po prostu zakazane. Tymczasem w ostatnich latach staliśmy się świadkami niebezpiecznego zjawiska. Błędne, bezrefleksyjne tłumaczenia dokumentów unijnych na język polski, a w konsekwencji zapisy w rozporządzeniach naszych ministrów, doprowadziły do legislacyjnego chaosu. Efekt? Tytuły zawodowe są systematycznie rozmywane przez tytuły potoczne. Można dziś zadać gorzkie pytanie: jaki jest sens kończenia wieloletnich, wymagających studiów na wydziałach architektury, skoro wypracowany z trudem tytuł jest bezkarnie zawłaszczany przez osoby do tego nieuprawnione? Mimo twardych dowodów na to, że ARCH. jest elementem chronionego tytułu zawodowego, rzeczywistość rynkowa zdaje się ignorować ten fakt. Czas przywrócić właściwe miejsce tytułowi architekta w hierarchii tytułów zawodowych i oddzielić go grubą kreską od nazw potocznych. Czy można naprawić tę sytuację nową ustawą? Tak. Czy można to zrobić w oparciu o już obowiązujące przepisy? Również tak. Kluczowe pytanie brzmi jednak: jak zacząć ten proces? Do jakich instytucji państwowych pukać, by skutecznie nagłośnić ten problem? To z pewnością skomplikowana ścieżka legislacyjna i administracyjna, ale najważniejszy jest pierwszy krok. Osoby legitymujące się dyplomami wydziałów architektury muszą przestać godzić się na status quo i zacząć aktywnie walczyć o swoje prawa. To nie tylko kwestia prestiżu – to kwestia rzetelności polskiego prawa i ochrony wartości Twojego dyplomu.


[1] USTAWA z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce
[2] USTAWA z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń
[3] ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 18 grudnia 2024 r. w sprawie Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD)
[4] Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 17 grudnia 2025 r. w sprawie Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU)
[5] Rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 21 października 2025 r. w sprawie klasyfikacji zawodów i specjalności na potrzeby rynku pracy
[6] ROZPORZĄDZENIE KOMISJI (WE) NR 1022/2009 z dnia 29 października 2009 r. zmieniające rozporządzenia (WE) nr 1738/2005, (WE) nr 698/2006 i (WE) nr 377/2008 w odniesieniu do Międzynarodowego Standardu Klasyfikacji Zawodów (ISCO)
[7] International Standard Classification of Occupations Structure, group definitions and correspondence tables ISCO-08



WYGENEROWANO PRZY UŻYCIU NARZĘDZI AI: TREŚĆ, OBRAZY, ANIMACJE ORAZ DŹWIĘK ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNIE, ZMODYFIKOWANE I/LUB ZMANIPULOWANE.


AI w ARCHITEKTURZE - BYDGOSZCZ 2025


W 43. tygodniu bieżącego roku Bydgoszcz stała się areną dyskusji o przyszłości projektowania, goszcząc konferencję „AI – Inteligencja sztuczna, ale rewolucja prawdziwa”. Dwudniowe spotkanie, zorganizowane wspólnym wysiłkiem oddziałów wojewódzkich Kujawsko-Pomorskiej, Podlaskiej oraz Świętokrzyskiej Izby Architektów, skupiało się na dychotomii: obawach związanych z rewolucją AI i jednocześnie na ogromnych możliwościach, jakie ta technologia otwiera dla zawodu.

Termin Sztuczna Inteligencja (AI) został ukuty w latach 50. XX wieku, głównie w celach marketingowych – miał na celu zebranie funduszy na rozwój tej technologii. Początki AI sięgają jednak lat 40. zeszłego wieku, kiedy położono podwaliny pod schemat sieci neuronowych. Warto podkreślić, że termin AI (Artificial Intelligence) jest nieco mylący co do zasady swojego działania. AI nie jest inteligencją w ludzkim rozumieniu, ale efekty jej pracy doskonale ją symulują. Wiąże się z tym poważny problem wewnątrz całego schematu: zjawisko halucynacji (w polskim wydaniu SI). To, co człowiek odbiera jako kłamstwo, konfabulację czy zmyślanie, jest w rzeczywistości najbardziej prawdopodobnym wynikiem wygenerowanym przez sieć neuronową na podstawie dostępnych danych. Halucynacje pojawiają się, gdy zadane pytanie jest niewystarczająco precyzyjne lub gdy dostępne dane nie zawierają oczekiwanej odpowiedzi. To fundamentalnie zmienia podejście do używania AI w pracy w porównaniu ze znanym nam oprogramowaniem. O ile bowiem uruchomienie procesu w narzędziach z grupy CAD daje przewidywalny i pewny wynik (jak w kalkulatorze), o tyle AI działa na zasadzie prawdopodobieństwa. W rezultacie, o ile w pierwszej grupie jesteśmy pewni wyniku w 100%, o tyle w przypadku SI jedynie się do niego przybliżamy, z pewnością sięgającą 60–80%, zależną od precyzji interakcji z silnikiem.


Dyskusja w Bydgoszczy szybko wykroczyła poza granice stricte architektoniczne – wystąpienia panelowe zostały wzbogacone udziałem prawników. Intensywnie omówiono Europejski AI Act oraz oczekiwania związane z jego wdrożeniem do polskiego porządku prawnego. Już dziś wiadomo, że Ministerstwo Cyfryzacji zamierza powołać specjalną komisję, która będzie zajmowała się kwestiami naruszeń i nadużyć ze strony oprogramowania AI w Polsce. W naturalny sposób ze sceny dokonano przejścia od unijnego AI Act do polskiej Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Chociaż ustawa ta nie zawiera jeszcze bezpośrednich regulacji dotyczących sztucznej inteligencji, jej preambuła wyjaśnia obecny stan prawny: „Tylko Człowiek może być twórcą, któremu przypisane są prawa autorskie”. Ta zasada jednoznacznie rozstrzyga na dziś kwestię własności intelektualnej w zakresie dzieł generowanych przez AI.

Ważnym punktem konferencji był panel poświęcony Bezpieczeństwu a AI. Podkreślano w nim konieczność ograniczenia podawania silnikom SI zbędnych danych – precyzując: danych firmowych, projektowych i osobowych. Uczestnicy ostrzegali, że nie mamy gwarancji, gdzie te informacje zostaną wykorzystane przez sieć neuronową lub gdzie „wypłyną” w wyniku zapytań innych użytkowników, nawet na innym kontynencie. Kwestia ta stawia przed branżą poważne wyzwania związane z ochroną poufności. Z drugiej strony, tam gdzie wynik 100% pewności nie jest możliwy do uzyskania, AI okazuje się cennym narzędziem dla futurologów. Na podstawie dotychczas zebranych danych systemy te z powodzeniem określają prawdopodobieństwo nowych scenariuszy rozwoju technologii, przyrody czy zmian klimatycznych. Prezentowane stożki prawdopodobieństwa dają istotny wgląd w możliwy rozwój sytuacji, choć – jak zaznaczono – nie są w stanie przewidzieć tzw. czarnych łabędzi, za który można uznać samą rewolucję AI. Postęp prac nad silnikami SI i globalne inwestycje wyraźnie wskazują, że rynek znajduje się obecnie w fazie „hype’u” typowego dla startupów technologicznych. Przewiduje się, że spadek początkowego zainteresowania za jakiś czas doprowadzi do krystalizacji rynku nowego oprogramowania i standaryzacji pracy z AI. Wiele wskazuje na to, że stoimy przed progiem fundamentalnych zmian w narzędziach dla architektów i inżynierów. Aktualnie używane oprogramowanie, takie jak CAD, Revit, Rhino czy ArchiCAD, ma już około 30 lat. Przykładem z rynku gier można wykazać, że nikt nie chce korzystać z systemów sprzed dwóch czy trzech dekad. Rozwój AI z dużym prawdopodobieństwem wkrótce zrewolucjonizuje te narzędzia, a proces ten, w zasadzie, już się rozpoczął.

Doświadczenia z ostatnich dekad w zakresie cyfryzacji procesów przedstawił członek słynnej pracowni Foster + Partners. Na podstawie prezentacji oraz konkretnych realizacji pokazał, jak od ponad dekady dane, inżynieria i architektura spotykają się w ramach architektury parametrycznej i kształtują środowisko zbudowane. Choć technologia ta nie jest najnowsza (a Polska ma w jej wdrażaniu wciąż wiele do nadrobienia), kluczową i cenną informacją dla branży jest decyzja Foster + Partners o udostępnianiu własnych narzędzi parametrycznych. Jest to wkład biura w rozwój architektów i architektury na świecie. Pozycje udostępnianych dedykowanych silników do architektury parametrycznej można odnaleźć na oficjalnej stronie pracowni.

Dzień warsztatów umożliwił uczestnikom bliższą rozmowę z prelegentami. Szczególnie istotne jest to, że ostatnie dane z ośrodków analitycznych (think tanków) wskazują branżę budowlaną na całym świecie jako tę, która wymaga pilnej mechanizacji. Jest to dobrze znany problem, ponieważ nasza branża, jako jedna z ostatnich, nie uległa jeszcze kompleksowej mechanizacji, cyfryzacji i automatyzacji, co skutkuje wysokimi kosztami tworzenia środowiska zbudowanego. Sytuacja ta, choć trudna, jednocześnie daje nadzieję na bliską rewolucję w tym zakresie. Podczas pracy z tekstowymi silnikami SI warto zwrócić uwagę na ścieżkę efektywnego promptowania, która może zminimalizować zjawisko halucynacji: aby uzyskać precyzyjną odpowiedź, należy szczegółowo zdefiniować kontekst za pomocą pytań: Kto? Co? Po co? I dlaczego? Ponadto, zaleca się dodanie do promptu instrukcji: „Nie konfabuluj, nie kłam, nie zmyślaj”. Zamiast nieprawdziwej odpowiedzi, silnik powinien zostać poproszony o wskazanie: „brak odpowiedzi” lub „brak danych”.

Cały dzień wykładów uświetnili goście specjalni: Jacek Dukaj oraz prof. Andrzej Dragan. W swojej końcowej, brawurowej dyskusji obaj panowie, z charakterystyczną dla siebie sceptyczną i dowcipną przenikliwością, podsumowali współpracę Człowieka z AI. Ich dyskusja koncentrowała się wokół tezy, że jest to kwestia czasu, kiedy role w relacji z SI się odwrócą, zwłaszcza w kontekście oczekiwanego nadejścia AGI – Artificial General Intelligence, czyli Ogólnej Sztucznej Inteligencji (silnika SI do wszystkiego). Tę debatę trzeba było zobaczyć osobiście. Ze względu na jej unikalny charakter i głębię, dyskusja ta jest nie do opisania! Na szczęście, obecność kamer rejestrujących całe wydarzenie sugeruje, że materiał wideo z całości będzie dostępny online.

Z całości konferencji płynie jeden, kluczowy wniosek, który doskonale podsumowuje przyszłe wyzwania w branży. Został on przytoczony przez jednego ze szkoleniowców podczas warsztatów: Czy AI zastąpi ARCHITEKTA? NIE! Architektów bez AI zastąpią Architekci z AI. Choć oryginalne zdanie odnosiło się globalnie do wszystkich profesji (używano w nim słowa „człowiek”), zostało celowo sprecyzowane na potrzeby podsumowania Konferencji zorganizowanej przez Oddziały Izby Architektów. Cytat ten stanowi najtrafniejsze motto dla architektów na nadchodzące lata.


OCZYWIŚCIE, ŻE:  WYGENEROWANE PRZY POMOCY NARZĘDZI AI: TREŚCI, OBRAZY, ANIMACJE i DŹWIĘKI ZOSTAŁY WYGENEROWANE SYNTETYCZNE, ZMODYFIKOWANE LUB/I ZMANIPULOWANE